Moja odpowiedź na główny zarzut Łanczkowskiego

Odpowiedziałem tylko na zarzut dotyczący ORMO, bo pozostałe były postawione za moimi plecami. Oto moja odpowiedź:

—–

„Naucz się czytać „ze zrozumieniem”, polonisto. Już na to odpowiedziałem, a jak będę miał więcej czasu to poświęcę temu tematowi cały artykuł. Fakt jest taki, że Twój zarzut o niczym nie świadczy.

Kiedy byłem dyrektorem Międzyszkolnego Ośrodka Sportów Wodnych i Zimowych w Giżycku – pod Wydziałem Oświaty i Wychowania – (przed „Solidarnością”) – istniał taki wymóg by dyrektorzy szkół udzielali się gdzieś społecznie przez rok. Wielu wybrało ORMO, bo można to było robić raz na miesiąc jeżdżąc Nyską z milicjantem przez pół nocy i tanim kosztem wykonać to oczekiwanie.

Byli wśród tych dyrektorów ludzie o nieskazitelnym charakterze (mężczyźni i kobiety), np. dyrektor szkoły, w której pracowała moja żona, człowiek starszy, wspaniały dyrektor, którego wszyscy lubili i szanowali, który z narażeniem własnej kariery oparł się naciskom i groźbom Kołodziejskiego, aby utrudnił życie mojej żonie w czasie gdy ja ukrywałem się w Gdańsku i esbecja mnie szukała.

Robiłem to przez kilka miesięcy, na ewidencji byłem niecały rok, często opuszczałem moją kolejkę. Może byłem wszystkiego osiem razy na takim „patrolu”. Przydzielono mnie do milicjanta, który słynął w Giżycku z tego, że lubił się znęcać nad ludźmi. Jednak jeżdżąc ze mną (świadkiem i kimś „na stanowisku” w mieście) bał się i nigdy nie okazał brutalności. W istocie, w ogóle unikał interwencji, bo wiedział, że musi uważać bo mu „patrzę na ręce”.

Było to dla mnie bardzo nudne bo nic się przez te noce nie działo. Raz w zimie, na moje żądanie, odwieźliśmy pijaka, który spał na ławce – do domu, a nie do izby wytrzeźwień. Zwykle jeździliśmy przez trzy godziny po pustym mieście i to wszystko. Ale miałem zadowolenie z faktu, że trzymam „wściekłego psa” na smyczy.

Jeszcze raz podkreślam, że było to przed „Solidarnością” (1978 – 79) i że zdjęto mnie „z ewidencji” grubo przed powstaniem „Solidarności”. O tym fakcie z góry powiedziałem działaczom giżyckim, kiedy rozpocząłem z nimi współpracę – właśnie dlatego, żeby nie było potem jakichś głupich podejrzeń, bo przecież Giżycko jest małe. Nigdy później tego też nie ukrywałem. Na pewno pamiętasz, że ta właśnie sprawa była wyjaśniona przeze mnie podczas WZD w budynku KW PZPR w Suwałkach. Gdy Sztabkowski mi to wtedy zarzucił, Stanisław Wądołowski go zgasił mówiąc: „To ty o tym wiedziałeś jeszcze przed wyborami, a mimo to głosowałeś na Biegalskiego, i teraz, po 5-ciu miesiącach ten zarzut podnosisz? Widać, że o coś innego tu chodzi”. Po tej awanturze uzyskałem od delegatów wotum zaufania, choć wszyscy moje wyjaśnienie – jak to powyżej – słyszeli.

Sam się zastanów – gdybym był takim wiernym niewolnikiem systemu, za jakiego mnie przedstawiasz, to by mnie po wprowadzeniu stanu wojennego nie zwolniono z pracy, nie przegrałbym dwóch rozpraw o przywrócenie mnie do pracy po ujawnieniu się i w ogóle nie musiałbym się ukrywać podczas stanu wojennego.

I Ty o to robisz mi jakieś zarzuty? Byś się wstydził !!! Spójrz w lustro i spytaj się co Ty wtedy, przed „Solidarnością” robiłeś, żeby choć w małym stopniu złagodzić tamten system.

A mój biogram w Encyklopedii „S” nie ja pisałem Pisał go Marcin Zwolski, któremu tą historię też opisałem przed opublikowaniem tego biogramu.

A teraz się odwal, bo takim facetem, który używa metod stosowanych kiedyś przez ubecję po to aby zniszczyć politycznych przeciwników, po prostu gardzę.”

Reklamy