Stanisław Michalkiewicz o standardach edukacji seksualnej WHO

Mój komentarz:

Dawniej głównym priorytetem szkoły były przedmioty akademickie i wychowanie fizyczne, tak aby zdrowy duch zamieszkał w zdrowym ciele. Kwestie związane z kulturą, światopoglądem, religią i wartościami moralnymi były domeną rodziców i szkoły trzymały się od tych tematów z daleka. Tzw. prawa rodzicielskie były powszechnie respektowane i nikt nie ośmielał się ich podważać.

Od pewnego czasu obserwujemy reformy, które tą sytuację kompletnie odwracają. Poza reformami programów nauczania, wypieraniem przedmiotów akademickich przez socjalizację oraz zmianami w organizacji szkoły, których rezultatem (i ukrytym celem) jest ogłupianie narodu, jesteśmy świadkami demoralizacji społeczeństwa oraz odciągania uczniów od nauki i innych intelektualnych zajęć. To zjawisko ma miejsce nie tylko w Polsce.

Kiedyś na studiach nauczycielskich otwarcie mówiono o tym, że zbyt wczesne wprowadzanie dzieci w tematy związane z seksem mają właśnie taki skutek. Jak tylko młody człowiek posmakuje tego miodu oraz doświadczy związanych z tym przyjemności, pokus i ciągot, nauka schodzi na plan dalszy, czasem bardzo daleki. Tym też uzasadniano powściągliwość rodziców, dla których wykształcenie i rozwój intelektualny dziecka były ważniejsze niż jego wczesne uświadomienie.

Dlatego trudno jest zrozumieć dzisiejsze trendy w edukacji inaczej niż jako celowe próby zmierzające do wyhodowania ogłupiałej, niezdolnej do krytycznego myślenia, masy niewolników – co zreszta zawsze było celem drapieżnych systemów kapitalistycznych. Aby wprowadzić tak drastyczne zmiany w systemie oświaty, odbiera się rodzicom prawa rodzicielskie i, jak za Stalina, promuje się przejęcie wychowania dzieci przez państwo.

Przypuszczam, że nasilajace się ostatnio ataki na Kościół Katolicki – zwłaszcza w temacie pedofilii – mają za cel odebranie Kościołowi wiarygodnego głosu w obliczu tak kontrowersyjnych reform obyczajowych w szkole.

O LGBTXYZ nie będę tu pisał, bo to oddzielny temat związany ze zwalczaniem tradycyjnego modelu rodziny i rozwiązaniem problemu przeludnienia. Do pewnego stopnia jest to również „podkładką” ruchów feministycznych, których ukrytym celem jest zwalczanie tradycyjnego modelu rodziny, opodatkowanie kobiet i przejęcie kontroli nad dziećmi przez państwo.

Wyborcy i podatnicy, a zwłaszcza rodzice, powinni sobie zdawać z tych niuansów sprawę i powinni zacząć aktywnie bronić swoich praw oraz swojej pozycji w społeczeństwie. Nikt tego za Was nie zrobi.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Kultura, Polityka. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.