Dla przypomnienia i otrzeźwienia:
Oryginał – (oficjalna wersja):
Pytanie: – Co by się stało gdyby WSZYSCY polscy żołnierze powiedzieli rządowi, że będą walczyć na froncie tylko wtedy, gdy Polska zostanie napadnięta przez zewnętrznych wrogów? Przecież wszystkich nie wsadzą, nie zwolnią i nie rozstrzelają. Czy byłaby to dezercja?
Obecnie obowiązująca rota przysięgi wojskowej w Polsce, określona w ustawie o przysiędze wojskowej z 1992 roku, stanowi:
„Ja, żołnierz Wojska Polskiego przysięgam służyć wiernie Rzeczypospolitej Polskiej, bronić jej niepodległości i granic. Stać na straży Konstytucji, strzec honoru żołnierza polskiego, sztandaru wojskowego bronić. Za sprawę mojej Ojczyzny, w potrzebie krwi własnej ani życia nie szczędzić. Tak mi dopomóż Bóg.”
(Żołnierz ma prawo nie wypowiedzieć ostatniego zdania, jeśli tak zadecyduje.)
Jak widać nie ma tu mowy o sojuszach i blokach wojskowych, o napadaniu innego kraju lub o obronie innego kraju. Jest tylko mowa o obronie granic i niepodległości Polski. Oznacza to, logicznie, walkę na terytorium Polski i walkę z zewnętrznym agresorem. Na nic innego żołnierz nie przysięga.
Mało tego. Gdy politycy i rząd prowadzą Polskę do „nie naszej” wojny, która grozi Polsce klęską i utratą niepodległości, a społeczeństwu zagładą, to w myśl tej przysięgi żołnierze mają obowiązek tych polityków i ten rząd jak najszybciej usunąć.
Czy nie czas?



