Mity o pracy i zarobkach nauczycieli

Śledząc doniesienia medialne o strajku nauczycieli, coraz częściej spotyka się głosy krytykujące żądanie przez nauczycieli podwyżek „bo mają krótki dzień pracy i dużo różnych wakacji”. Chciałbym do tej dyskusji dołączyć mój głos, na podstawie sytuacji w Kanadzie, gdzie pracowałem jako nauczyciel przez 29 lat. Tutaj też mieliśmy strajki i byliśmy obiektem podobnych ataków ze strony opinii publicznej.

Często zgłaszany zarzut „krótkiego dnia pracy” jest po prostu kłamstwem wynikającym z braku wiedzy o pracy nauczycieli. Do obowiązków nauczycieli należy nie tylko prowadzenie lekcji. Te lekcje oraz materiały dydaktyczne dla uczniów, a także projekty i testy trzeba zaplanować i przygotować oraz trzeba je wyprodukować. Trzeba pracę uczniów sprawdzać, korygować i oceniać. Trzeba prowadzić bieżącą i okresową ewaluację postępów każdego ucznia. Trzeba, w razie potrzeby, kontaktować się z rodzicami. Trzeba wypisywać sprawozdania i świadectwa. Te obowiązki nauczyciele wypełniają po lekcjach i w weekendy, najczęściej w domu, kosztem własnego czasu, własnej rodziny i własnego wypoczynku. W moim przypadku, ta praca zabierała mi średnio 2 – 3 godzin dziennie. Do tego dochodzą rozmaite dyżury, kursy, zajęcia pozalekcyjne, wycieczki szkolne, imprezy sportowe i inne obowiazki wynikające z pracy nauczyciela.

Jesli chodzi o „dużo różnych wakacji i urlopów”, sprawa ma się podobnie. Zarzut ten świadczy o niewiedzy i ignorancji. Nauczyciele nie są wynagradzani w systemie godzinowym. Ich kontrakt opiewa na tzw. pobory roczne, których wysokość zależy od wykształcenia i lat pracy w zawodzie.

W moim przypadku, całe roczne wynagrodzenie było dzielone na 10 równych części (10 miesięcy roku szkolnego), z których każda była równa 10% rocznych poborów. Ale wydział oświaty od każdego z tych dziesięciu poborów odcinał 2%, wypłacając nam w każdym z dziesięciu „aktywnych” miesiący roku szkolnego tylko 8% rocznych poborów. Dlaczego? Bo z tych zaoszczędzonych pieniędzy pracodawca płacił nam za jeden miesiąc wakacji letnich (8%), za wszystkie wakacje zimowe, marcowe, itp. (4%) oraz ekstra wypłatę we wrześniu (8%) – bo we wrześniu, po wakacjach, była podwójna wypłata. Zatem, za wyjątkiem jednego płatnego przez pracodawcę miesiąca urlopu (tak jak w większości innych zawodów), nauczyciele sami płacili sobie za wszystkie pozostałe wakacje i ekstra wypłaty. Myślę, że sytuacja w Polsce jest podobna i rodzice powinni się o tym dowiedzieć.

Z tego też powodu nie mogliśmy korzystać z ubezpieczenia na wypadek bezrobocia (za czas wykraczający poza jeden miesiąc płatnego urlopu) podczas gdy szkoły były zamknięte i nie było dla nas pracy. Z takiego przywileju korzystały np. sekretarki szkolne.  Byłoby to możliwe gdyby wypłacano nam pełne wynagrodzenie (10%) za każdy przepracowany miesiąc. Zatem nauczyciele na takim układzie tracili.

Moje obawy wobec tego strajku są innego rodzaju ale o tym pisałem już wcześniej i nie będę się tu powtarzał.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Oświata, Polityka. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.