Czy Polacy chcą usłyszeć prawdę? (dr Jan Przybył)

Komentarz:

Odkryłem to wideo przypadkiem, szukając argumentów na ten właśnie temat. Dr Przybył, powtarzając ten wątek za Waldemarem Łysiakiem, ma rację. Strajki w lecie 1980 roku zbiegły się w czasie z ogłoszoną przez rząd podwyżką cen mięsa i wędlin. Wystarczy przeczytać 21 Postulatów Gdańskich z sierpnia 1980 roku, aby się przekonać, że żaden z nich nie miał charakteru politycznego w sensie zmiany ustroju lub zmiany sojuszy. I były to już wtórne postulaty. Przypomnijmy, że oryginalny, trwający trzy dni strajk był prowadzony o przywrócenie do pracy Anny Walentynowicz, o podwyżkę i o postawienie pomnika ofiar grudniu 1970. Po częściowym zwycięstwie, strajk został wznowiony, postulaty rozszerzono, a do negocjacji dołączyli przedstawiciele rządu i tzw. „doradcy” strajkujących. Jednak w tym pierwszym okresie to co ludzi pociągnęło do strajków brało się głównie z oczekiwań ekonomicznych. Nawet w naszym regionie, jak zauważa dr Marcin Zwolski w Historii Regionu Pojezierze, strajki wybuchły dopiero wtedy, gdy w innych częściach Polski strajkujące załogi zaczęły wygrywać żądania płacowe (np. podwyżki o 2000 zł. miesięcznie). Nikt nie chciał „zostać w tyle”.

Legendy o rzekomym zrywie niepodległościowym narodu przyklejono nam później. W jakiejś części były one prawdziwe dlatego, że równolegle do „Solidarności” istniały w PRLu tzw. „nielegalne” grupy opozycyjne. Niektóre z nich władze tolerowały, inne represjonowały. Czy były one sponsorowane przez obce agentury, tego nie wiem, choć niewątpliwie rozgłośnie Radia Wolna Europa i Glos Ameryki poświęcały im dużo miejsca na antenie.

Drugim powodem stopniowego upolitycznienia „Solidarności” była postępująca radykalizacja związku, napędzana przez stosukowo nieliczną grupę tzw. ekspertów i działaczy. W tej grupie znaleźli się działacze Komitetu Obrony Robotników (KOR), ludzie tacy jak Gieremek, Kuroń, Mazowiecki, Wielowiejski, Michnik, Bugaj i ich „współtowarzysze”, oraz związani z nimi działacze, tacy jak Jan Rulewski, Władysław Frasyniuk, Zbigniew Bujak i inni. Już przed I Krajowym Zjazdem „Solidarności” widać było infiltrację Krajowej Komisji Porozumiewawczej (KKP) i administracji związku przez rozmaitych przedstawicieli opozycji politycznej oraz zwolenników konfrontacji z władzami i destabilizacji kraju.

Od późnego lata 1981 roku, do radykalizacji Związku przyczyniły się także prowokacje oraz rosnący opór władz, czego przykładem były przeciągające się – (i szeroko reklamowane) – negocjacje między przewodniczącym Wałęsą i wice-premierem Rakowskim w sprawie samorządów pracowniczych w zakładach pracy. Jednocześnie, władze rozpoczęły stosowanie „kombinacji operacyjnych” mających na celu rozsadzenie Związku od środka przy pomocy konfliktów wewnętrznych i „dzikich”, lokalnych strajków o kiełbasę. Nie pomogły nawet apele Wałęsy do regionów o powstrzymanie się od lokalnych strajków i skupienie wszystkich sił na poparciu Związku w sprawie samorządów pracowniczych.

W odpowiedzi na prowokacje ze strony Służby Bezpieczeństwa (SB), lokalni działacze związku sporadycznie podejmowali rozmaite działania odwetowe, czego przykładem w naszym regionie była tzw. afera alkoholowa. Tego rodzaju akcje były rozumiane jako „obrona”, ale powodowały one pogłębienie się konfliktu. Taka wymiana ciosów między „Solidarnością” i władzami nie sprzyjała współpracy „pokojowymi metodami”.

W tym czasie, hasła niepodległościowe zaczynały dopiero kiełkować w sferze publicznej. Co sprytniejsi działacze związku dostrzegli w tym okazję do wzmocnienia swojej pozycji i zwiększenia swojej szansy na karierę związkową, a może nawet polityczną. Nie wypadało uciszać ich patriotycznie brzmiących deklaracji, co znacznie pomogło w utrwalaniu się wizerunku „Solidarności” jako organizacji o charakterze politycznym.

W istocie jednak, te uwarunkowania doprowadziły do ostrego konfliktu politycznego, który władze wykorzystały dla wprowadzenia stanu wojennego i rozbicia „pierwszej Solidarności”. Wygląda na to, że zarówno władzom, jak i części działaczy związku, zależało na takim właśnie scenariuszu i takim finale. Wiemy co się stało później – stan wojenny, delegalizacja, internowania, kopalnia „Wujek”, rozmowy Jacka Kuronia z mjr. SB Janem Lesiakiem, selekcja potencjalnych kolaborantów, eliminacja pozostałych, wizyta papieża Jana Pawła II, oraz próby normalizacji. Po tych próbach nastąpiło kontrolowane odrodzenie „nowych” struktur związkowych, Magdalenka, rozmowy Okrągłego Stołu i wreszcie tzw. transformacja ustrojowa pod dyktando komunistów. Tak zakończył się pierwszy etap „ucieczki do przodu”, planowanej przez komunistyczną partię Związku Radzieckiego od lat 1960-tych.

Prawdy na ten temat nie dowiemy się od „wyselekcjonowanych” przedstawicieli „strony społecznej” nigdy, bo utrzymanie legendy „walki o niepodległość” leży u podstaw ich kariery politycznej, ich układów i ich społecznego statusu „bohatera narodowego”. A z takiej pozycji, możliwości i kasy łatwo się nie rezygnuje.

Patrząc wstecz na moje ukrywanie się w Gdańsku, dostrzegam i dopuszczam taką możliwość, że frakcja Kiszczaka, związana z Wojskowymi Służbami Informacyjnymi (WSI) od początku wiedziałą gdzie byłem, choć nie informowała o tym Służby Bezpieczeństwa (SB). Najprawdopodobniej, w podobnej sytuacji znaleźli się Bogdan Borusewicz, Bogdan Lis i Zbigniew Bujak, oraz inni ukrywający się działacze, którzy podjęli próbę utworzenia Tymczasowej Komisjii Koordynacyjnej (TKK) związku. Podejrzewam, że WSI, przez swoich agentów, potajemnie pomagały w naszym ukrywaniu się, mając nadzieję, że pozwoli to, w zależności od potrzeby, albo zaognić, albo załagodzić konflikt między władzą i społeczeństwem. Podejrzewam również, że w jakimś stopniu z tym skryptem współpracował Episkopat Polski. Rzuca to także ciekawe światło na środowisko, które organizowało moje ukrywanie się oraz osoby z tym środowiskiem związane. Ale to już inny temat.

Co do charakterystyki narodu polskiego, jaką dr Przybył roztacza w dalszej części swojej wypowiedzi, mam sześć uwag:

  1. Nie wszyscy są tacy, choć niektórzy są;
  2. Nie zawsze byliśmy tacy, choć czasem byliśmy. Np. więcej razy praliśmy wroga niż przed nim uciekaliśmy;
  3. „Takich” można znaleść w każdym, społeczeństwie, w każdym państwie, w każdej kulturze;
  4. Nie wiem z kim dr Przybył na codzień przestaje, że takie ma wyobrażenie o całym polskim narodzie;
  5. Wiem natomiast, że idealizuje inne nacje, w których też są dobrzy i źli, mądrzy i głupi, itd.;
  6. Nikt nie lubi krytycznej prawdy o sobie, nie tylko Polacy. Nie jesteśmy w tym wyjątkiem. Nawet dr Przybył nie lubi prawdy o sobie, np. kiedy ktoś mu zarzuca, że kala własne gniazdo.

To na tyle.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Historia, Polityka. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.