Amerykańska Grenlandia, schyłek Ukrainy i Polska jako języczek u wagi w rywalizacji Chiny-USA

Komentarz:  W stosunkach USA z Chinami chodzi nie tylko o transport towarów z Chin, ale również o dostęp i transport do Chin surowców z Zatoki Perskiej i z Afryki. Bez tych surowców, przemysł chiński musiałby upaść.

Wojna w Korei i wojna w Wietnamie oraz utrzymywanie przez USA pod kontrolą Zatoki Perskiej, Afryki, Taiwanu i Singapuru były właśnie próbami skonstruowania takiego kurka, przy pomocy którego Amerykanie mogą „zadławić” chińską (i japońską) gospodarkę, bo oba te kraje są uzależnione od importu minerałów i surowców energetycznych.

Dlatego Chiny budują sztuczne wyspy na Morzu Południowo-Chińskim i instalują na nich bazy wojskowe, dlatego zakładają bazy wojskowe w Afryce i budują lotniskowce, aby zabezpieczyć drogę morską dla transportu, od którego zależy chińska ekonomia. Wielu komentatorów zachodnich w tym właśnie kontekście widzi zbliżającą się wojnę USA z Iranem oraz ciche przyzwolenie Rosji na bombardowanie przez Izrael celów irańskich na terytorium Syrii i Iraku.

Jaka wobec tych konfliktów jest polityka Moskwy? Z jednej strony, anty-rosyjskie sankcje popychaja Rosję do ściślejszej współpracy z Chinami, chociaż ani USA, ani Rosja nie życzą sobie zbytniego rozwoju Chin i chińskiej globalnej dominacji. Z drugiej strony mamy tu także do czynienia z kalkulacją ekonomiczną. Aby to wyjaśnić zacytuję fragment komentarza Krystyny Wilanowskiej:

„Z punktu widzenia geostrategicznego Trump jest „dogadany” z W.W. Putinem odnośnie potrzeby powstrzymywania Chin. Nikt z nich nie chce aby Chiny wyrosły na jedyne niekwestionowane w świecie mocarstwo. Stany Zjednoczone nie godzą się na ustąpienie tego miejsca komukolwiek, a Rosji zależy na wielobiegunowym układzie i wzajemnym powstrzymywaniu. Jest to widoczne w polityce obu państw szczególnie po spotkaniu W. W. Putina i D. Trumpa jakie miało miejsce w połowie lipca ubiegłego roku.

Należy zadać sobie fundamentalne pytanie, kto zyska najwięcej na konflikcie z Iranem czyli na pośredniej wojnie z Chinami? Z całą pewnością zablokowanie Cieśniny Ormuz czy Kanału Sueskiego wydłuży drogi transportu związane z wymianą handlową pomiędzy Europą a Chinami i innymi krajami Zachodniego Pacyfiku co spowodowałoby wzrost cen ropy naftowej a tym samym wszystkich pozostałych towarów. Tym państwem, które zyskałoby najwięcej na tym konflikcie byłaby Rosja.

Dlaczego Rosja? Dlatego, że byłaby największym dostarczycielem paliw, których ceny rosłyby. Z dniem 1 grudnia br. Rosja zapowiedziała uruchomienie gazociągu „Siła Syberii” prowadzącego do Chin. Za kilka miesięcy Rosja planuje uruchomić drugą nitkę NORD STREAM 2, razem obiema nitkami ma dostarczać Europie 110 mld.m3 gazu rocznie. Federacja Rosyjska jest też dużym eksporterem węgla kamiennego. Chiny od 30 lat intensyfikują działania aby stać się jedynym supermocarstwem, natomiast Rosja opowiada się za wielobiegunowością. Rosja zrobi wszystko /…/ aby nie dopuścić do tego by jednego hegemona zastąpić innym, bo tylko świat wielobiegunowy i wzajemne powstrzymywanie może uratować naszą planetę przed konfliktem globalnym.”

Na tym tle trudno jest zrozumieć pozycję obecnego rządu w Warszawie, który z jednej strony demonizuje Rosję i wpuszcza amerykańskie wojska do Polski, a z drugiej wysyła polskich żołnierzy do patrolowania Zatoki Perskiej. Wygląda na to, że Izrael jest także dogadany z Putinem, bowiem pokonanie Iranu i irańskich proxy pozwoli na kontynuowanie nielegalnej ekspancji Izraela w regionie. Zaraz, zaraz …, ale to także popiera Ameryka… i kółko się zamyka… Czyżby więc cała ta międzynarodowa zmowa miała na celu powstrzymanie Chin i protekcję Izraela? I czyżby projekt chińskiego Szlaku Jedwabnego zagrażał żydowskiej sieci finansowej i dominacji w handlu?

Wygląda na to, że spośród czterech wspólników w tej grze, tylko Polska nic z tego nie ma dla siebie. Ale może to już nie Polska, może to już Polin ?

Ten wpis został opublikowany w kategorii Polityka. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.