Stanisław Michalkiewicz. Analiza wyników wyborów parlamentarnych. Co nas czeka?

Komentarz:  Dla mnie najważniejszym testem PiS-u będzie teraz jak sobie poradzi z roszczeniami żydowskimi. Od tego będzie zależała polska sytuacja gospodarcza i zdolność wywiązania się z innych obietnic. I ich lojalność wobec Polski.

Z tego co widzę i słyszę to ani Stany, ani Unia nie są „neutralnym” sojusznikiem Polski, każde z nich ma swój interes, który chce ubić kosztem Polski. A to, że główne partie i rząd są obsadzone „zarządcami” służącymi obcym interesom i mającymi nadzieję na swoje własne zyski przy okazji, dopełnia smutnej rzeczywistości. Wygląda na to, że „głowa węża” zawisła nad Polską. Obawiam się, że Rosja też nie śpi i albo prowadzi swoją cichą grę samodzielnie, albo do spółki z Niemcami i Francją.

Czy mamy w młodszym pokoleniu potencjalne kadry, które by chciały i umiały przejąć uczciwe rządy w kraju – tego nie wiem. Jedno już widzę, a mianowicie to, że te wybory nie zakończą wojny polsko – polskiej. Już się opozycja „nakręca”, że będzie dalej walczyć, nawet mocniej niż poprzednio, żeby obalić demokratycznie wybrany rząd. I to jest robione pod hasłem „obrony demokracji” – taka bezczelna hipokryzja i arogancja. A celuje w tym środowisko zdominowane przez jedną mniejszość etniczną i powiązane z dawnymi służbami. Czegoś takiego nie ma w żadnym demokratycznym kraju, tylko tam gdzie sznurki pociągają obce agentury. To nie znaczy, że kocham PiS, ale demokracja ma swoje zasady i albo się je konsekwentnie przestrzega, albo nie. Sabotaż wyniku wyborów, państwa i Konstytucji nie ma nic wspólnego z demokracją, patriotyzmem i praworządnością. Tak naprawdę, to powinno być karane.

Znaczna przewaga PiS-u rozbroiła trochę przygotowania tzw. Obserwatorium Wyborczego do zakwestionowania wyniku wyborów i międzynarodowych konsekwencji. Obserwatorium to jest prowadzone przez Marcina Skubiszewskiego bez mandatu społecznego i ogniskuje się na ziemiach, które Niemcy chcą odzyskać. Ale na razie to niebezpieczeństwo minęło, chyba, że pójdą na odrywanie pojedyńczych regionów. To by jednak było zbyt grubymi nićmi szyte i za bardzo naciagane, aby się powiodło. Pod tym względem to dobrze, że PiS ma dużą przewagę – taki wynik trudniej wiarygodnie zakwestionować.

Dziwi mnie to przechodzenie, po wyborach, poszczególnych posłów do innych partii i ugrupowań politycznych. Przecież ci ludzie byli wybrani na podstawie programu, który prezentowali podczas kampanii, a teraz hop, zmiana majtek klubowych do ugrupowań o kompletnie innych programach? To powinno od razu unieważnić otrzymane w wyborach głosy.

Natomiast zgadzam się, że na przyjaciół z daleka nie można liczyć. Uczy tego nie tylko nasza historia, lecz także najnowsza historia państw, które były sojusznikami jakiegoś supermocarstwa i zostały po ich wykorzystaniu zdradzone (przykład: Irak Saddama Husseina, który kiedyś był ulubieńcem i narzędziem USA w wojnie z Iranem w latach 1980-tych). Jednak Niemcom też nie wierzę – ich agentura w Polsce działa i to jest wyraźnie widoczne.

W sytuacji jaka jest, trzeba się skupić na naciskach na PiS, ale w taki sposób, żeby to nie skłócało społeczeństwa. Najważniejsze zadanie teraz to zjednoczenie społeczeństwa, choćby za cenę opozycji, która zresztą też nie jest wobec Polski lojalna – więc nie ma czego żałować. To tylko uzdrowi nasze państwo i wzmocni wyborców. Dość budrelu!

Na ten sam temat:

Ten wpis został opublikowany w kategorii Polityka. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.