Komentarz: „Trafiony, zatopiony”. Towarzyszka Panienka wyprowadziła Grzegorza Brauna w pole. A Pan Braun, jak mały chłopczyk, na to pozwolił. Zamiast pokazać klasę i kulturę, na którą się często powołuje, pokazał, że jest twardogłowym i upartym bucem, człowiekiem niewrażliwym i zapatrzonym w siebie, który, choć nie musiał w tym miejscu i czasie, skwapliwie skorzystał z okazji, by „dokopać leżącemu” w obecności jego córki. No i ta kaznodziejska demagogia granicząca z fanatyzmem – mam nadzieję, że elektorzy oglądali ten epizod przed jutrzejszym głosowaniem.
Człowiek o tak bezkompromisowym i niewrażliwym na potrzeby innych ludzi charakterze, który sam mówi, że reprezentuje interesy pracodawców (czyli mniejszości społeczeństwa), nie powinien reprezentować całego narodu i rządzić losem wielu różnych ludzi. Fanatyzm i demokracja nie idą w parze. I trochę już zaczyna mnie męczyć ten konfrontacyjny (by nie powiedzieć „ekstremistyczny”) styl. Czas na obiecane argumenty merytoryczne.
A Towarzyszka Panienka wykonała powierzone jej zadanie wzorowo. Cały sztab „pierwszorzędnych fachowców” musiał nad tym pracować, bo przecież trzeba było opracować psychologiczny profil Pana Brauna i strategię, oraz zachęcić go do ataku nieśmiałością Pani Moniki, która chciała tylko „porozmawiać”. Słabość ofiary zawsze podnieca drapieżniki, dlatego najskuteczniejsze są przynęty zachowujące się jak ranne lub chore rybki. Ahoj!



