Ostra DEBATA: Michalkiewicz kontra Białek O PIENIĄDZACH I GOSPODARCE – NA ŻYWO z Domu Dziennikarza

Cieszę się, że ten temat nareszcie wychodzi na szersze wody, bo dotąd mieliśmy do czynienia z demagogią – albo skrajnie lewicową, albo skrajnie prawicową. Piszę o tym od jakiegoś czasu i „kłócę się” z politykami oraz z publicystami prawicy, (łącznie z p. Michalkiewiczem). To są ludzie, których opinie zbudowane są na teorii, a nie na praktyce. Komunizm też był teoretycznie wspaniały, ale, jak wiemy, praktyka była inna. Niestety, nie wystarczy czytać propagandy lub słuchać ludzi pozujących na „światowców”, bo byli u kogoś na Zachodzie przez tydzień gośćmi (na cudzym utrzymaniu). Po 35 latach życia i pracy w Kanadzie, dziś wiem, że większość tych zmian zachodzi bardzo powoli, aby uniknąć szoku i rewolucji. Wiele zmian jest zakamuflowanych. Trzeba długo tu żyć i pracować, żeby te zmiany dostrzec, a jeszcze dłużej, żeby zauważyć ich kierunek oraz zrozumieć ich cel i skutki.

Pytanie Michalkiewicza, „Dlaczego jest niedobrze? Czy dlatego że jest wolny rynek, czy dlatego, że go nie ma?” też jest demagogią, bo świat nie jest czarno – biały. Pomiędzy tymi skrajnymi sytuacjami istnieje cała gama stanów pośrednich – i tam właśnie leży właściwa odpowiedź na to jaki system jest najlepszy. Michalkiewicz i inni skrajni prawicowcy od miesięcy nawołują do zniesienia regulacji państwowych oraz ograniczenia podatków i ubezpieczeń, co leży w interesie przedsiębiorców, a nie zwykłych ludzi. Promują dobrowolne ubezpieczenia. Chcą, aby każdy Polak był samodzielnym biznesmenem, bez żadnej pomocy ze strony państwa.

Taką samą propagandę słyszeliśmy na Zachodzie w latach 1990-tych, zaraz po upadku ZSRR i zakończeniu ideologicznej konkurencji między komunizmem i kapitalizmem. Wtedy ruszyła ofensywa drapieżnego kapitalizmu. Rezultaty były następujące:

  • Monopolizacja rynku i zniesienie konkurencji, co spowodowało załamanie się mechanizmów rynkowych oraz niekończący się wzrost cen. Rząd się na to godzi, bo wyższe ceny oznaczają wyższe podatki pośrednie.
  • Gwałtowna redukcja stopy życiowej ludności.
  • Likwidacja ochrony konsumenta i pracownika.
  • Wyeksportowanie przemysłu i części usług do krajów „tanich”, w wyniku czego ludzie potracili pracę, emerytury, a niekiedy i domy.
  • Coraz gorsza jakość produktów i usług.
  • Korupcja polityczna i coraz niższe podatki dla korporacji, w wyniku czego nastapiły drastyczne cięcia na edukację, służbę zdrowia, programy socjalne i ochronę środowiska.

Padło wiele małych biznesów. Wiele stałych prac w pełnym wymiarze godzin, z urlopami i benefitami zamieniono na prace part time, bez urlopów i benefitów. Na szczęście nie wprowadzono dobrowolnych ubezpieczeń, bo starych i częściej chorujących osób nie byłoby stać na leczenie, operacje i zabiegi. Ale wiele usług w zakresie służby zdrowia już sprywatyzowano i priorytetem w tych usługach jest dziś maksymalizacja zysku inwestorów, a nie zdrowie pacjentów. Zalecza się objawy chorób (np. środkami przeciwbólowymi), a nie ich przyczyny, bo przywrócenie wszystkim zdrowia oznaczałoby straty w dochodach kompanii farmaceutycznych i lekarzy. Rząd też jest szczęśliwy bo w ten sposób emeryci i renciści będą żyli krócej. Zapewne dlatego lekarzy specjalistów jest za mało. Za mało jest też pielęgniarek i adekwatnych miejsc w szpitalach. Za to mamy pieniądze na nielegalne wojny i popieranie kryminalnych reżimów. Nie będę pisał o demoralizacji i wzroście przestępczości, choć to są efekty pokrewne.

Mówiąc krótko: było lepiej niemal pod każdym względem. Dziś, po wprowadzeniu tych zmian, jest gorzej i coraz gorzej. Lepiej i coraz lepiej jest tylko dla wielkich korporacji (głównie międzynarodowych) i wielkich banków.

Pytanie, dlaczego te zmiany są nadal promowane, choć już dobrze wiadomo, że ich skutki są negatywne? Może właśnie o to chodzi. Ktoś wie, że po zniesieniu regulacji państwowych chciwości kapitalistów nie da się zatrzymać i ktoś to celowo umożliwia. W jakim celu? Albo dlatego, żeby tak pognębić ludzi, by zgodzili się na Nowy Porządek Świata i byli wdzięczni za własne zniewolenie. Albo dlatego, że drapieżny kapitalizm powoduje reakcję rewolucyjną i łatwiejszy eksport komunizmu. Być może jedno i drugie jest prawdą równocześnie.

Michalkiewicz pyta – po co jest gospodarka? Innymi słowy, czy człowiek żyje po to żeby pracować, czy pracuje po to żeby żyć i „konsumować”? To jest źle postawione pytanie. Pomijając kwestie korupcji i spekulacji, o których mówi p. Białek, to pytanie powinno brzmieć tak:

„Czy chcemy żyć w państwie, w którym ludzie służą ekonomii, a ekonomia służy korporacjom?”, czy też „Czy chcemy żyć w państwie, w którym korporacje służą ekonomii, a ekonomia służy ludziom?”

Korporacje, nawet te międzynarodowe, mają wobec państwa zobowiązania, a państwo ma zobowiązania wobec społeczeństwa, bo państwo to zorganizowane społeczeństwo operujące społecznymi środkami i reprezentujące jego interesy. Korporacje korzystają z naszych zasobów, z naszych rynków, z wykształconych za nasze pieniądze pracowników i specjalistów, z naszych dróg i kolei, z naszych środków komunikacji, z naszych sieci energetycznych, z ochrony bezpieczeństwa, itd, itp. – i na tym robią zyski. Dlatego korporacje nie mogą być zwalniane ze sprawiedliwych podatków.

W tym sensie chodzi więc o coś więcej, niż konflikt między prawicą i lewicą. Chodzi o kulturę, (a zwłaszcza promocję tzw. marksizmu kulturowego), edukację i zdrowie społeczeństwa, chodzi o nasze środowisko naturalne, a nawet o nasze przeżycie. Jest utopią marzenie o tym, żeby w każdym społeczeństwie wszyscy byli samodzielnymi biznesmenami. W każdym społeczeństwie są jednostki zaradniejsze i mniej zaradne, zdrowsze i mniej zdrowe, bardziej lub mniej samodzielne. I w każdym państwie musi się znaleźć bezpieczne miejsce dla wszystkich. Propozycje Michalkiewicza i innych oświeconych agentów konserwatyzmu prowadzą do zagłady sporych części społeczeństwa i dlatego są nieodpowiedzialne i złe.

Myśląc o tej debacie dochodzę jednak do wniosku, że być może obaj Panowie maja rację. Byc może w pewnych obszarach potrzebne są sugestie p. Białka, a w innych sugestie p. Michalkiewicza. Trzeba jednak widzieć, że obaj patrzą na ten temat z punktu widzenia przedsiębiorcy. Potrzebny jest jeszcze trzeci partner,  który wniesie punkt widzenia zwykłych zjadaczy chleba, którzy przedsiębiorcami lub bankierami nie są. Wtedy będziemy mieli szansę na kompromis, który będzie służył wszystkim.

Na zakończenie, chcę Was zachęcić do posłuchania, (w języku angielskim), znakomitego wykładu na ten temat amerykańskiego akademika, dr. Michela Parenti:

… oraz dwóch wykładów G. Edwarda Griffina:

Naprawdę warto.

A gdyby tego było mało, to jeszcze ta, bardziej popularna, wersja tej samej historii:

National Debt. To whom do we owe it?

Na koniec, jeszcze jedna prelekcja, tym razem próba połączenia postulatów konserwatywnej prawicy i demokratycznej lewicy. Tony Robbins:

Dobrze, że widzimy początek tego rodzaju debat także w Polsce. Najwyższy czas. Proszę zwróćcie uwagę na to, że te debaty są wymuszane przez nowe siły polityczne, a nie przez dotychczasowe układy, które skostniały w obecnym systemie.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Ekonomia, Polityka. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.