Wróćmy do kampanii wyborczej, (której nie ma ?)

Od dłuższego czasu wiemy, że Koalicja Obywatelska, z sobie tylko wiadomych powodów, postawiła na złego kandydata. Szanse Kidawy-Błońskiej w tych wyborach praktycznie były zerowe, a jej kandydatura podzieliła Koalicję. Nadzieje na powrót Donalda Tuska spełzły na niczym. Czekaliśmy więc na jakąś inicjatywę w tym ugrupowaniu.

Rozpisanie nowych wyborów mogłoby umożliwić Koalicji podmiankę kandydata. Do tego jednak nie chce dopuścić PiS, polaryzując kampanię i węsząc łatwe zwycięstwo nad Kidawą-Błońską oraz prawdopodobny rozpad Koalicji. Stąd cały wątek o „ciągłości” procesu wyborczego we wczorajszym orędziu Marszałka Sejmu Elżbiety Witek. Jednocześnie uwidacznia się głęboka frustracja wśród znacznej częśći członków i sympatyków Koalicji. Należy się spodziewać, że wielu z nich, w najblizszym czasie, zmieni majtki klubowe i przeskoczy do innych drużyn. Pytanie: do kogo?

Takich „podrywaczy” jest kilku, ale jeden wydaje się szczególnie prawdopodobny, ponieważ ma potencjał przechwycenia zarówno rozczarowanych konfliktem wewnętrznym wyborców PiS-u i Zjednoczonej Prawicy, jak i szukających szansy sukcesu lewicowych wyborców Koalicji Obywatelskiej. Jest nim Szymon Hołownia. W odróżnieniu od pozostałych ugrupowań, Hołownia ideologicznie i społecznie plasuje się pośrodku, bliżej centrum. W większym stopniu też reprezentuje wszystkie środowiska, niż na przykład PSL. Dlatego warto jest mu się bliżej przyjrzeć.

Stanisław Michalkiewicz, który dysponuje dość szczegółową wiedzą o zakulisach polskiej polityki, ma na temat Hołowni tyle do powiedzenia – (patrz od czasu 09:30):

oraz tutaj (od czasu: 16:15):

Mądry sponsor, (taki jak USA), nie stawia wszystkich kart na jednego konia (np. na PiS), bo jak mu ten koń zacznie wierzgać (np. w sprawie roszczeń żydowskich lub polityki antagonizującej Rosję lub polityki anty-unijnej), albo przegra wybory, to co wtedy zrobi? Musi zawczasu mieć drugiego konia, tak aby w razie potrzeby szybko zrobić podmiankę. Ale taki koń musi też mieć zaplecze i tu już widać ruchy poziome ze wszystkich stron. Z powyższych wypowiedzi Michalkiewicza wynika, że tym drugim koniem może być Szymon Hołownia. Jeśli Michalkiewicz wie co mówi, to Hołownia reprezentuje interesy, których nie nazwałbym „polskimi”. I tu pojawia się pytanie: co z tym fantem mogą zrobić wyborcy?

Po pierwsze, muszą się przyjrzeć kto rekomenduje i wspiera Hołownię. Samo to już dużo im powie.

Po drugie, muszą rozważyć stopień ryzyka i kierować się jednym kryterium: Czy istnieją obawy, że Hołownia będzie służył siłom i układom antypolskim? Jeśli taka możliwość istnieje, to trzeba zachować daleko posuniętą ostrożność ponieważ trudno liczyć na to, że sam otwarcie się do tego przyzna. Aby na kogoś nie głosować, nie potrzeba „dowodów”. Wystarczą przesłanki i obawy. Tyle razy już wybraliśmy rząd, a potem na niego narzekaliśmy. Czas zmądrzeć, czas założyć okulary.

Może się jednak okazać, że nie mamy w tych wyborach naprawdę propolskiego kandydata, takiego ze 100-procentowymi gwarancjami. Co wtedy wybrać? Powiem szczerze: Nie wiem. Mniejsze zło? Lewicowego prezydenta przyklejonego do prawicowego sejmu? Najsłabszy układ, który będzie łatwiej społeczeństwu kontrolować? Prezydenta silnie związanego z rządem? Prezydenta, który pogodzi naród i wreszcie zakończy wojnę polsko-polską? Amerykański poligon? Niemiecką kolonię? Lobby żydowskie? Czy układ, który gwarantuje narodową politykę i silne państwo, choć ideologicznie odbiega od powszechnych oczekiwań w zakresie polityki socjalnej? Na te pytania wyborcy będą musieli odpowiedzieć sobie sami, już po raz trzeci. Nie jest to zadaniem łatwym.

Dla mnie idealnym prezydentem byłby narodowiec o tendencjach socjalnych, ale takiego kandydata nie na razie widzę.

O jedno proszę: wybierzcie prezydenta, który nie sprzeda Polski i Polaków, bo takie niebezpieczeństwo i taka pokusa realnie istnieją.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Polityka, Wybory. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.