Odpowiedź na prowokacyjny list polskiej „żydokomuny” do wyborców Białorusi

Moja babcia mawiała: „Po nitce do kłębka”. Jedna z takich nitek pojawiła się wczoraj na łamach Wyborczej.pl. Grupa tzw. „działaczy Solidarności i byłych więźniów politycznych” wystosowała list do obywateli Białorusi, najwyraźniej podburzając ich przeciwko obecnemu rządowi, jątrząc i antagonizując, dzieląc i skłócając w celu wywołania kryzysu w tym kraju. List ten przypomniał mi uchwalone przez I Krajowy Zjazd „Solidarności” (1981) posłanie do ludzi pracy Europy Wschodniej. Z punktu widzenia prawa międzynarodowego, takie mieszanie się w wewnętrzne sprawy innego państwa jest nielegalne.

Skąd ta inicjatywa i dlaczego właśnie teraz? Za tydzień, 9 sierpnia, mają się na Białorusi odbyć wybory prezydenckie. List ten jest zatem oczywistą prowokacją wobec obecnego prezydenta Białorusi, Aleksandra Łukaszenki. Ta sama grupa polskich lewaków, która popierała protest amerykańskiej lewicy przeciwko rzekomemu mieszaniu się Rosji w wybór prezydenta Trumpa w USA, robi teraz dokładnie to samo na Białorusi.

Pytanie – w czyim interesie? Aby na to pytanie odpowiedzieć, trzeba najpierw odpowiedzieć na inne pytanie: „Komu przeszkadza i jest niewygodny obecny prezydent Białorusi Łukaszenko?”

Łukaszenko opiera się wysiłkom Moskwy, aby bardziej zintegrować Białoruś z Rosją. W tym celu szuka zbliżenia z Europą. Pojawia się tu zatem możliwość, że Białoruś stanie się w przyszłości partnerem w realizacji projektu Trójmorza, który popierają Amerykanie. Białoruś nie powiązana z Rosją jest także na rękę Polsce i polityce obecnego rządu PiS. Nie tu zatem należy szukać źródła tego prowokacyjnego listu.

Pozostaje więc druga możliwość, a ponieważ nic w przyrodzie nie dzieje się samo, ta możliwość jest bardziej pewnością niż przypuszczeniem. Obaleniem rządu Łukaszenki zainteresowana jest Rosja. A poprzez wspólne cele strategicznych partnerów Rosji i Niemiec wobec środkowej Europy, również Niemcy. Wobec takiego scenariusza szczególnego znaczenia nabiera fakt, ze list ten podpisały również osoby najściślej związane z kierownictwem Fundacji Batorego, a także takie ikony „Solidarności” jak Lech Wałęsa, Zbigniew Bujak, Władysław Frasyniuk, Bogdan Lis i Bogdan Borusewicz. To daje dużo do myślenia.

Teraz spójrzmy na środowisko osób, które podpisały tą prowokacyjną odezwę w imieniu „działaczy Solidarności”. Jest różnie nazywane: „Sami swoi”. „Żydokomuna”. Połączone siły „folksdojczów” i „ruskich onuc”. „Obóz zdrady i zaprzaństwa”. „Piąta kolumna”. Moim zdaniem, środowisko, to od dawna realizuje niemieckie plany Mitteleuropa i sowieckie plany względem Polski. Ta grupa, o silnych korzeniach komunistycznych,  składa się z przedstawicieli i sympatyków lewego skrzydła etnicznej mniejszości żydowskiej w Polsce oraz ze spadkobierców prl-owskich służb (zwłaszcza WSI). Część tego środowiska powołuje się na rodowód i tradycje korowskie. Do tej grupy należą m.in. tzw. „działacze społeczni” wywodzący się z KODu, .Nowoczesnej i Koalicji, oraz ich kolejnych wcieleń i popierani przez nich „kandydaci”.

Za wyjątkiem Lecha Wałęsy, Władysława Frasyniuka, Bogdana Lisa i Zbigniewa Bujaka nie ma wśód autorów „listu do przyjaciół Białorusinów” działaczy oryginalnej pierwszej „Solidarności”. Są byli działacze opozycji, którzy nie byli z pierwszą „Solidarnością” związani „z wyboru”. Zostali natomiast wyselekcjonowani przez gen. Kiszczaka i jego służby do popijawy w Magdalence i rozmów Okrągłego Stołu, co umożliwiło im karierę polityczną w III RP. Co do niektórych z nich istnieją uzasadnione podejrzenia, że byli bardziej związani z bezpieką, niż z „Solidarnością”. Swoją dzisiejszą działalnością wydają się te podejrzenia potwierdzać.

Podczas 16-tu miesięcy działania pierwszej „Solidarności” uczestniczyłem w niemal wszystkich posiedzeniach Krajowej Komisji Porozumiewawczej – (przed I Zjazdem i wyborami) oraz we wszystkich posiedzeniach Komisji Krajowej N.S.Z.Z. „Solidarność” (po I Zjeździe, aż do stanu wojennego). Większości osób, które wczoraj podpisały prowokacyjny list do mieszkańców Białorusi nigdy tam nie widziałem. Jeśli powołują się oni na członkostwo w „Solidarności”, to chyba mają na myśli utworzoną po 1989 roku pod nadzorem komunistycznych służb atrapę „Solidarności”.

Niniejszym apeluję do obywateli i wyborców Białorusi, aby nie dawali się nabierać i manipulować agentom Rosji i Niemiec oraz ich polskim kolaborantom i żydowskim prowokatorom.

Lech Biegalski , [  2  ]

W latach 1980-83: członek Krajowej Komisji Porozumiewawczej i Krajowej Komisji, delegat na I Krajowy Zjazd, członek Międzyzakładowych Komitetów Założycielskich Giżycko i Pojezierze oraz przewodniczący Zarządu Regionu Pojezierze N.S.Z.Z. „Solidarność” i członek Krajowej Komisji Interwencji


Ten wpis został opublikowany w kategorii Białoruś, Polityka. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.