Stodoła w Jedwabnem nie była pierwsza

Aleksander Kwaśniewski

W Polsce próbuje się różnicować ofiary, uszlachetniać zbrodniarzy i zakłamywać historię dla bieżących celów. 

Jeśli naukowe badanie historii zastąpimy „gmeraniem” w faktach historycznych, nacechowanym dodatkowo ideologicznymi podtekstami, możemy doprowadzić do całkiem nieoczekiwanych efektów.

W ostatnim czasie wielu tzw. historyków lub ekspertów, bez opamiętania i jak sądzili bez konsekwencji snuło swoje fantasmagorie i na nowo zaczęło pisać historię XX wieku. Zaczęło się od ocieplania wizerunku Hitlera łącznie z jego — jak sądzono —  uzasadnioną chęcią zniszczenia większego zła w postaci Związku Radzieckiego.

Na tym tle pojawiły się inne próby zmiany historii, z tą różnicą, że Polska i Polacy z ofiar zmieniają się w oprawców. Gmeraczom  i „prawdziwym patriotom” nie spodobała się taka zmiana ról i trudno się temu dziwić, bo choć szczycimy się ilością „Sprawiedliwych wśród Narodów Świata”, to jednak źle się znosi zarzut, że do spółki z niemieckimi faszystami wymordowaliśmy Żydów, a idąc dalej, „obozy śmierci” zostały wybudowane na terenie okupowanej Polski, bo nigdzie indziej nie było tak sprzyjających warunków do realizacji „ostatecznego rozwiązania”.

Sztandarowy zarzut, o który kłócą się „bojowo nastawieni Polacy” z resztą świata, to spalona — 10 lipca 1941 — stodoła w Jedwabnem wraz z ok. 300 ofiarami żydowskiego pochodzenia. Ustalenie prawdy o tej zbrodni zostało sprowadzone do prostego schematu. W środku stodoły znajdowały się ofiary, na zewnątrz oprawcy. Schemat zbyt prosty, aby był prawdziwy. Jeśli zastosowanoby taki w czasie powstania w Getcie Warszawskim, na ławie oskarżonych należałoby posadzić całą ludność Warszawy pozostającą poza murami getta. Przyjęcie zasady, że Polakom zachciało się majątku żydowskiego i dlatego postanowili spalić Żydów w Jedwabnem, jest taką samą niedorzecznością jak i to, że Polacy nie są zdolni do takich czynów.

Jest inna stodoła

W Cecylówce Głowaczowskiej – 70 km na południe od Warszawy —  13 września 1939 roku spalono 54 osoby w stodole, takiej samej jak w Jedwabnem, z tą różnicą, że w środku oprócz 12 Żydów było 42 Polaków. Ta zbrodnia nie jest ciekawa dla nikogo. Nie wpisuje się ani w narrację „Sąsiadów” Grossa, ani w śledcze zainteresowania prokuratorów z IPN.

Zbrodnia ta została wymyślona, zaplanowana i dokonana przez Niemców, a spaleni w stodole to przykład egalitaryzmu ofiar niemieckiego nacjonalizmu.

Nie stanowi to jednak dowodu dla całego grona historyków — tych z IPN i tych bardziej zasługujących na to miano – na wspólnotę interesów ofiar nazizmu, faszyzmu, banderyzmu i wszystkich innych „izmów” niszczących gatunek ludzki.

W całej kakofonii opinii, wniosków, przypuszczeń i twierdzeń najbliższym prawdy, ale najmniej słyszalną, wydaje się wypowiedź pani Marii Zacharowej:

„Wszelkie próby dzielenia historii II wojny światowej na „swoją” i „cudzą” są z gruntu niewłaściwe… w danej kwestii kierujemy się nie jakimiś chwilowymi okolicznościami, lecz naszym pryncypialnym stanowiskiem niedopuszczającym rewizji wyników II wojny światowej, nakazującym nam pielęgnowanie i obronę pamięci historycznej. Nasze bezkompromisowe potępienie przestępczej ideologii, czynów niemieckiego faszyzmu, jego sojuszników, w tym banderowców, jest wszystkim dobrze znane. Nasz stosunek do tragedii Holokaustu — także.”

Dziś — w Polsce —  próbuje się różnicować ofiary, uszlachetniać zbrodniarzy i zakłamywać historię dla bieżących celów.

Historycy IPN międzywojenną Polskę widzą tak piękną, jak brzydki widzą PRL. Trudno czynić winnymi dzisiejszych gloryfikatorów II RP za stan stosunków między narodami w przedwojennej Polsce, ale ich winą jest, że nie wyciągają wniosków z błędów tamtej polityki, że powielają je, budując w „dziewiczych umysłach rodaków” płoty, bariery, szańce i wszystko inne, co w przyszłości może popchnąć ludzi do „rzucenia się do gardeł” z powodu jednej różnicy.

Dziś o zbrodni w Cecylówce Głowaczowskiej nie pamięta ani IPN, ani żaden „aktualny autorytet” z zakresu historii czy polityki, a jest to niezaprzeczalny przykład, kto był architektem barbarzyństwa i pomysłodawcą sposobów zadawania śmierci w tym okresie.

Jedwabne czy Cecylówka Głowaczowska. Ofiary te same, choć w Jedwabnem część ofiar wolała zostać na zewnątrz stodoły, w Cecylówce Głowaczowskiej część mieszkańców także była na zewnątrz stodoły, co nie czyni ich pomocnikami zbrodniarzy.

Nikt bohaterem się nie rodzi, to sytuacje tworzą okazję, by bohaterem zostać lub przyjąć rolę jak niektórzy w Jedwabnem.

Jan Hus nie złorzeczył na kobietę, która rzucała chrust na płonący pod nim stos, a jedynie skwitował jej stan umysłu: O sancta simplicitas.

(Źródło)

Ten wpis został opublikowany w kategorii Polityka i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s