Niezbywalne Atrybuty Suwerenności

Autor: Ignacy Nowopolski
Źródło: Dość Manipulacji Polonią

Zanim Polska zostanie wciągnięta w kolejny etap „integracji europejskiej”, warto pokusić się o przegląd obecnego stanu suwerenności i praktycznych efektów jakie on z sobą niesie.

Zasadnicze atrybuty suwerenności państwowej można podzielić na „zewnętrzne” i „wewnętrzne”.

Do zewnętrznych zaliczamy politykę zagraniczną, obronność, kontrolę przepływu ludności, kapitału, towarów i usług.

Wewnętrzne atrybuty warto podzielić na formalno-prawne i ekonomiczne, pomimo że ustawodawstwo, będące elementem formalno-prawnym, dotyka w swej istocie wszystkich dziedzin życia społeczeństwa i jednostki.

Ekonomiczne atrybuty to przede wszystkim polityka fiskalna z bankiem centralnym (narodowym) i walutą na czele, oraz formy i zasady własności.

Sfera formalno-prawna obejmuje suwerenne prawo legislacyjne z niezależnym sądownictwem, aparat administracyjny hierarchiczne podporządkowany władzy centralnej oraz niekwestionowana zasada prymatu narodowej kultury, języka i tradycji w życiu społecznym państwa.

Tylko w przypadku posiadania powyższych atrybutów można mówić o istnieniu Suwerennego Państwa Narodowego.

Z chwilą odzyskania przez Polskę suwerenności od dominacji sowieckiej w 1989 roku, libertyńscy piewcy raju na ziemi rozpoczęli kuszenie Polaków wizją szczęśliwości w „zjednoczonej Europie”. Wygłodniałe luksusu społeczeństwo łapczywie podchwyciło tą ideę, niepomne niedawnego druzgocącego doświadczenia związanego z budową „komunistycznego raju”. Tym razem to się uda – wmawiali Polakom ci sami kłamliwi propagandziści, którzy jeszcze wczoraj sławili, dziś zbankrutowane, idee „wielkiego października”.

Nikt jednak raju na ziemi nie uzyska za darmo. Za dobrobyt, pokój, nieustającą przyjaźń (Niemców i innych naszych odwiecznych zachodnioeuropejskich „przyjaciół”), za przynależność do „ekskluzywnego klubu bogatych”, trzeba zapłacić częściową utratą suwerenności – tłumaczyli.

W miarę postępu integracji, tracona część suwerenności stawała się coraz większa, a raj na horyzoncie, zgodnie z definicją tego ostatniego oddalał się w miarę zbliżania. Już podczas referendum akcesyjnego, sklerotyczni emeryci – zwolennicy unii, głosowali ze słynnym sloganem na ustach: „Nam już lepiej nie będzie, ale głosuję ZA, by moje wnuki miały lepiej”. Stetryczali euroentuzjaści zapomnieli, że kilkadziesiąt lat temu ten sam kit wciskali ich rodzicom ubrani w czerwone krawaty aktywiści kompartii. Młodzi euroentuzjaści, z natury swej naiwni i bez bagażu doświadczenia życiowego, jeszcze łatwiej kupowali bajkę o „nieograniczonych możliwościach bycia europejczykiem”.

I z taką to ideą wkroczyła Polska do Unii Europejskiej, z chwilą tą tracąc kontrolę przepływu ludności, kapitału i usług, jako atrybut zewnętrzny. Dotychczas zaowocowało to masową emigracją bezrobotnej młodzieży do innych krajów unii i tylko incydentalną imigracją „europejczyków” do Polski, z których większość jak się wydaje, znajduje zajęcie w serialach telewizyjnych, i innych równie inteligentnych przedsięwzięciach medialnych, roztaczając przed oniemiałą z zachwytu damską częścią publiczności, swą „europejskość”. Kwestią czasu jest jednakowoż , moment w którym pustoszejąca Polska stanie się miejscem osiedlania mnożących się europejskich muzułmanów i w dalszej kolejności zintegrowanych z Unią Turków.

Skorumpowany i nieefektywny aparat sądowniczy uzyskał swego „suwerena” w postaci Trybunału Praw Człowieka, Sejm (atrybut legislacyjny) groteskową organizację zwaną Parlamentem Europejskim, będącą demokratycznym listkiem figowym nowego totalitaryzmu, zajmującym się między innymi urąganiem Polsce i Polakom, za próby obrony życia poczętego, czy niewystarczającą na europejskie standardy ilość parad zboczeńców.

Do tymczasowej neutralizacji formalnie suwerennego systemu fiskalnego użyto niezależnej od woli Narodu RPP. Równie „niezależny” TK kontroluje resztki suwerenności w sferze prawodawczej.

Do całkowitej utraty przez Polskę suwerenności a tym samym i niepodległości potrzebna jest tylko konstytucja europejska, jako suwerena polskiego systemu prawnego, waluta Euro, w celu ostatecznego pozbawienia Polski możliwości wpływania na gospodarkę, ministra… (o przepraszam) komisarza spraw zagranicznych i euroarmii. Polska osiągnie wtedy status porównywalny z poszczególnymi stanami USA, które posiadają własnego prezydenta (gubernatora), własny parlament, policję, administracje wszystkich szczebli (stanową, powiatową i miejską), prawo opodatkowania, stanowe wojsko (Gwardię Narodową), a nawet herby i flagi.

Jeżeli rządcom dusz udałoby się nakłonić nawet wszystkich tubylców znad Wisły do dobrowolnego wyzbycia się de facto niepodległości w zamian za jakieś kolejne gruszki na wierzbie, to i tak z moralnego punktu widzenia byłaby to zbrodnia dokonana na Polsce. Nie jest Ona bowiem własnością tylko współczesnej zdemoralizowanej generacji, ale wszystkich pokoleń, które od millenium budowały to co nosi Jej miano.

Wspomniani eurolokaje powinni też zapamiętać sobie, że za tą zbrodnię odpowiadać będą nie tylko przed Bogiem i Historią, z których sobie kpią, ale zostaną również ukarani poprzez skatalizowanie szybszego rozpadu eurokołchozu z takim mozołem przez nich konstruowanego.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Polityka i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.