Przestarzały, pełen błędów plakat na potrzeby kampanii wyborczej KE


Nikt już w to na Zachodzie nie wierzy. Najpierw mówiło się o „globalnym ociepleniu” (global warming), a teraz, gdy lata w Północnej Ameryce stają się coraz zimniejsze, już tylko słyszymy o „zmianie klimatu” (climate change). Historia tego tematu jest bardzo ciekawa. Zaczęła się jeszcze za czasów komuny, jako element wojny ideologicznej między Wschodem i Zachodem.

Starsi ludzie pamiętają, że na „dyktaturę proletariatu” Zachód odpowiedział prawami człowieka i obywatela. To jednak nie wystarczyło. Trzeba było stworzyć na Zachodzie wysoką stopę życiową, aby społeczeństwa w państwach komunistycznych stały się zazdrosne i wyładowały swoją złość na własnych rządach. Trudno było proletariatowi uwierzyć w wyższość komunizmu, gdy ludziom gdzie indziej żyło się lepiej, więc taka strategia Zachodu osłabiała również ideologiczne podstawy komunizmu. W latach 60-tych i 70-tych jednym z głównych motywów audycji radia Wolna Europa i radia Głosu Ameryki było bogate i beztroskie życie na Zachodzie. Żelazna kurtyna uniemożliwiała weryfikację tych bajek, ale były one, po części, prawdziwe. Tyle tylko, że ten dobrobyt nie był wywalczony przez ludzi pracy, a wypożyczony im tymczasowo przez elity zachodnie jako broń w wojnie ideologicznej z komunizmem.

Sytuacja zmieniła się diametralnie po 1991 roku i po upadku Związku Radzieckiego. Wojna ideologiczna się skończyła, Zachód wygrał, zatem kosztowna strategia utrzymywania wysokiej stopy życiowej ludności w krajach zachodnich nie była już potrzebna. Kapitalizm zrzucił fałszywą maskę i powrócił do swojej prawdziwej twarzy. Zwiększanie zysków korporacji, nawet na koszt miejscowych społeczeństw, znów stało się główna ideologią systemu. Wkrótce po upadku ZSRR zostaliśmy zbombardowani propagandą potrzeby „reorganizacji”. Nagle się okazało, że nie możemy konkurować z tanimi producentami (jak np. Chiny Tajwan, Hong Kong, i inni strategiczni „partnerzy” Zachodu), ponieważ u nas pracownicy zarabiają za dużo i koszty produkcji są za wysokie. Pod generalnym atakiem elit i mediów znalazły się związki zawodowe. Pojawił się „naukowiec” Al Gore z odpowiednią do sytuacji teorią globalnego ocieplenia i „stworzonego przez ludzi” zanieczyszczenia środowiska. Wkrótce mieliśmy Kyoto i inne inicjatywy promujące zmniejszenie produkcji przemysłowiej na Zachodzie. A jaki był prawdziwy cel tej ofensywy kapitalizmu?

Celem było downsizing i offshoring, czyli redukcja zatrudnienia na rzecz automatyzacji i komputeryzacji oraz wyeksportowanie produkcji i części usług do krajów, gdzie siła robocza i surowce były dużo tańsze i nie istniały kosztowne wymogi ochrony środowiska naturalnego przed zanieczyszczeniami przemysłowymi. A jaki był rezultat? Miliony ludzi na Zachodzie straciło pracę, emerytury, domy i oszczędności. Stałe prace w pełnym wymiarze godzin i z pełnymi benefitami zamieniono na part-time bez benefitów i bez płatnych urlopów. Ale za to inwestorzy wielokrotnie zwiększyli swoje zyski, które tak jak produkcja, odpłynęły z kraju i zostały „umiędzynarodowione”. Chiny zostały „fabryką świata”, zyskały dostęp do zachodnich technologii i wzbogaciły się niepomiernie, budując jednocześnie silną, nowoczesną armię, która teraz rzuca wyzwanie państwom zachodnim.

Rezultatem była także monopolizacja, likwidacja regulacji państwowych chroniących konsumenta oraz gwałtowny wzrost cen w dużej części spowodowany drukowaniem pieniędzy bez pokrycia (dla załatania dziury po wyeksportowanym przemyśle), co spowodowało inflację i utratę wartości pieniądza. W ciągu 20 lat wszystkie ceny w państwach zachodnich wzrosły 3 do 5 razy, choć płace wzrosły w znacznie mniejszym stopniu, a emerytury nie wzrosły prawie wcale. Na skutek niedofinasowania pada system edukacji, służba zdrowia i świadczenia socjalne. Ale to już inny temat…

Jak z tego widać, że o ile dla społeczeństw w sferze sowieckiej komunizm był dość uciążliwy, to dla społeczeństw zachodnich był on błogosławieństwem.

Oczywiście, elity i rządy zachodnie nie mogły otwarcie przyznać, że takie zmiany były ich celem. Spowodowałoby to ogromne protesty społeczne. Wymyślono więc bajkę o globalnym ociepleniu i o wynikających stąd zagrożeniach dla środowiska oraz dla naszego zdrowia i życia. No i od razu było łatwiej zamykać fabryki, które przewożono do Chin. Ale mądrzy ludzie zaraz zauważyli, że to szwindel. Zanieczyszczenie środowiska nie pozostanie w granicach Chin, tylko z wiatrami i prądami morskimi rozpłynie się po globie i do nas powróci. Końcowy efekt będzie więc taki sam.

Ponadto, wielu naukowców twierdziło, że ocieplenie klimatu było rezultatem zwiększonej aktywności słońca, bo wzrost temperatury powierzchniowej obserwowano również na innych planetach Układu Słonecznego. Ale bajka nadal żyje, choć się po drodze zmienia. Natomiast w Polsce może ona służyć zatrzymaniu eksploatacji węgla i innych zasobów naturalnych, którymi rząd ma prawdopodobnie zamiar „wypłacić” odszkodowania z tytułu nielegalnych roszczeń żydowskich. Tym łatwiej w to uwierzyć, bo równowartość trzykrotnego rocznego budżetu państwa Polska nie jest w stanie wypłacić w gotówce, zatem musi je realizować w dobrach materialnych, takich jak budynki i inne obiekty, złoża minerałów, ziemia, lasy, itp. I znów będzie: „Kamienice nasze, ulice wasze…” – tylko na większą skalę.

A teraz spójrzcie na powyższy plakat i zauważcie, że każdy jego punkt jest po prostu kolosalną bajką i bzdurą stworzoną na potrzeby kampanii wyborczej. Pozostawię to bez dalszego komentarza. Powiem tylko, że właśnie dlatego nie tylko Polska, ale przede wszystkim Stany Zjednoczone nie podpisały żadnych umów, ani zobowiązań do zmniejszenia emisji zanieczyszczeń. To ograniczałoby produkcję i sprzedaż sprzętu militarnego, na których, między innymi, utrzymuje się jeszcze gospodarka USA. Dlatego musimy kupować przestarzałe amerykańskie systemy rakietowe i niedopracowane, pierwsze serie samolotów bojowych. Natomiast zmuszanie Europy do akceptacji takich ograniczeń produkcji (oraz do sankcji przeciwko Rosji) ma jeszcze jeden wymiar. Zwalnia to gospodarkę europejską konkurującą z gospodarką amerykańską. Właśnie dlatego buntują się przeciwko temu Niemcy.

Wróćmy jeszcze na zakończenie do kwestii „zmian klimatycznych”. Jeśli były one potrzebne jako usprawiedliwienie eksportu przemysłu produkcyjnego do krajów „tanich”, to straszak w postacji dziur w warstwie ozonu oraz topnienia lodów biegunowych można było zainicjować przy pomocy istniejących już technologii służących do kontroli klimatu, takich jak np. Projekt HAARP, czy tzw. chemtrails. Z kolei topniejące lodowce, tak jak rozpuszczająca się w szklance wody kostka lodu, oziębiają oceany i morza, ochładzając klimat i zwiększając, na skutek kondensacji, ilość opadów w strefie umiarkowanej. Zatem wszystko da się logicznie wytłumaczyć.


Uzupenienie:

Już po skończeniu i opublikowaniu tego materiału otrzymałem emailem „wiadomości” z Wyborczej z artykułem Michała Danielewskiego na temat „katastrofy klimatycznej”. Tekst Danielewskiego jest amatorski, nie zawiera żadnych rzeczowych argumentów i od razu widać, że jest napisany na „zamówienie”. Powołując się na niesprecyzowane podwaliny naukowe i bezimienne źródła, Danielewski nie demonstruje nawet podstawowego zrozumienia tematu. Zastanawiające jest to jak skoordynowane jest zachowanie tego środowiska, które „całością”, jak na komendę, przerzuca sie na kolejne akcje propagandowe w zależności od politycznego zapotrzebowania.

Dla równowagi, podaję linki do referatu prof. Ivar Gaviera (School of Engineering and School of Science Rensselaer Polytechnic Institute), który w 1973 roku otrzymał Nagrodę Nobla w dziedzinie fizyki. Gavier przekonywująco, w oparciu o naukowe analizy, udowadnia, że hipoteza spowodowanej działalnością człowieka katastrofy klimatycznej jest „pseudo-nauką”:

Także tu: https://247sports.com/college/texas-tech/Board/102960/Contents/30-Nobel-prize-winners-signed-a-declaration-on-climate-change-71831821/

W dodatku do politycznego charakteru propagandy klimatycznej, odkryłem także jej wymiar finansowy. Otóż wiele państw, korzystając z okazji i idąc za ciosem, wprowadza właśnie podatek węglowy (carbon tax), co wydaje się być bardziej motywowane wspieraniem budżetu państwa, niż ratowaniem środowiska naturalnego.

No i jeszcze jeden punkt. W kanadyjskiej prowincji Ontario, gdzie mieszkam, od początku ostatniej wiosny jest raczej zimno i padają regularne deszcze. Dziś czytam, że w Polsce (i w Europie) panują rekordowe upały. Dziwne to, bo Polska jest dalej na północ niż Toronto. My jesteśmy na szerokości geograficznej Bułgarii, więc powinno być odwrotnie. Szukając wyjaśnienia tego fenomenu doszedłem do wniosku, iż jest on rezultatem celowego ataku na Europę przy pomocy technologii pozwalających na kontrolowanie pogody. Przy okazji, kradniemy wam wodę i będziemy mieli lepsze zbiory. Może się mylę, ale trudno mi znaleźć lepsze wytłumaczenie. Z takimi przyjaciółmi, kto potrzebuje wrogów?

Ten wpis został opublikowany w kategorii Ekonomia, Historia, Polityka, Środowisko naturalne. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.