W Sejmie demagogia goni demagogię…

Wiceszef MSWiA Jarosław Zieliński podpisał, po ponad dwóch i pół roku, pierwsze decyzje uchylające obniżenie emerytur byłych pracowników „organów bezpieczeństwa PRL” – podała we wtorek „Rzeczpospolita”. 22 osobom zostaną przywrócone pełne świadczenia wraz z wyrównaniem od października 2017 roku. Według nieoficjalnych informacji dziennika uchylanie decyzji „ma być falą”. (Zobacz: Wideo i pełny tekst TV24)

Komentarz:

To kompletna kompromitacja Zielińskiego. Najpierw mówi, „Nie ma czegoś takiego jak zbiorowa decyzja. Każdy otrzymuje decyzję indywidualną.” A za chwilę sam sobie zaprzecza, „Hańbą jest to, że przez ponad ćwierć wieku utrzymywano przywileje byłych esbeków”, co jest oczywistą kwalifikacją zbiorową, uczynioną na podstawie byłej przynależności całej grupy ludzi do jakiejś partii, organizacji, lub instytucji. To, że ta zbiorowa decyzja była później indywidualnie adresowana do jej odbiorców nie ma żadnego znaczenia. Poza tym, mowa tu o zbiorowej odpowiedzialności, a nie o „zbiorowej decyzji”. To dwa zupełnie różne pojęcia. Zieliński wyraźnie zadymia słuchaczy.

Osobiście, nie mam powodów by bronić byłych esbeków, zwłaszcza tych odpowiedzialnych za utrudnianie mi i mojej rodzinie życia w latach 1982 – 1984 r. Gdybym mógł, to bym się im odpłacił pięknym za nadobne. Ale to jest tylko moja intencja, a nie uczynek. Za intencję też nie wolno karać. Jednak gdybym tą intencję spełnił, miałbym pełną świadomość, że zrobiłem coś nielegalnego. Udawanie, że jest inaczej pokazałoby światu, że jestem głupi, albo, mówiąc wprost, że nie jestem mądrzejszy od Zielińskiego.

Rzeczą najważniejszą w tym przypadku jest praworządność. Jest ona podstawą sprawnego funkcjonowania państwa i podstawą uczciwej sprawiedliwości społecznej, a to są dobra nadrzędne. Dlatego nie wolno jej łamać i stwarzać precedensów. Takie precedensy mogą w przyszłości powrócić do dzisiejszych rządzących jak bumerang.

Stosowanie odpowiedzialności zbiorowej jest nielegalne i niemoralne. Wina musi być orzeczona indywidualnie, za konkretne uczynki danej osoby. Nikt nie może być ukarany za uczynki popełnione przez kogoś innego. Indywidualna wina musi być orzeczona na podstawie dowodów i do tego momentu oskarżony ma być uważany za niewinnego (zasada domniemania niewinności), a nie dajace się usunąć wątpliwości mają być rozstrzygane na jego korzyść (Art. 14 Międzynarodowego Paktu Praw Obywatelskich i Politycznych oraz Art. 5 Kodeksu Postępowania Karnego RP).

Zgodnie z zasadą domniemania niewinności, oskarżony nie musi udowadniać, że jest niewinny. To oskarżyciel musi w każdym przypadku udowodnić winę oskarżonego. A zatem wymóg odwołań, o których mówi Zieliński, jest w istocie nielegalny oraz łamie prawa człowieka i obywatela. Nie ma również uzasadnienia logicznego. W przypadku sumarycznego oskarżenia zbiorowego, bez konkretnych zarzutów indywidualnych o konkretne czyny, racjonalne i sensowne odwołanie się każdego oskarżonego z osobna jest po prostu niemożliwe.

Dalej, nikt nie może być ukarany za czyn, który w chwili jego popełnienia nie był prawnie zabroniony. Oficjalnie, PRL-owskie służby były tak samo „chwalebnymi” organizacjami jak służby dzisiejsze. Inną rzeczą były i są wypaczenia. Wypaczeń nie dopuszczali się wszyscy, dlatego każdy taki przypadek musi być udowodniony indywidualnie. Czy dlatego, że niektórzy politycy PiS-u byli zamieszani w rozmaite afery, należy potępić i karać wszystkich członków PiS-u? To czysta paranoja.

Pozostaje jeszcze kwestia kontraktu, jakim jest umowa o pracę wraz z wszystkimi jej  warunkami i prawnymi konsekwencjami. Można się spierać, że nie ma kontynuacji pomiędzy PRL-em przed 1989 rokiem i RP po 1989 roku. Ale można się z tym także nie zgadzać, na co dowodów dostarczają rozmowy Okrągłego Stołu i zamach na rząd Jana Olszewskiego. Transformacja nastąpiła pokojowo, na podstawie umowy między rządem i opozycją, a w kolelnych rządach i partiach politycznych nadal zasiadali byli politycy i funkcjonariusze komuny – wszystko oficjalnie i zgodnie z umową. A zatem kontynuacja istniała i nadal istnieje.

Poza tym, ustawa dezubekizacyjna była poprawką do ustawy z 1994 roku, a więc nie można argumentować, że dotyczy ona kontraktów podjętych przez instytucje PRL-owskie działające w ramach PRL-owskiego prawa.

Postawa Zielińskiego jest wynikiem jego niekompetencji. Gdy polityk zastępuje wiedzę i prawdę fanatyzmem oraz ideologiczną demagogią, mamy wyraźny sygnał, że w imię „walki z komuną” wracamy do komuny. Albo jeszcze gorzej, ale to już inny temat.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Polityka, Praworządność. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.