Moja teoria spiskowa nr 1

Bajka. Kiedyś, dawno temu, biznesy musiały ze sobą konkurować. Kosztowało to sporo czasu i sporo pieniędzy i było zajęciem bardzo stresującym. Trzeba było dostarczać na rynek coraz lepsze towary za coraz niższe ceny i wymyślać coraz lepsze reklamy. Ale któregoś roku, na Sylwestra, spotkali się wszyscy biznesmeni i po trzecim kieliszku podlaskiej żubrówki znaleźli rozwiązanie tego problemu. „Po co mamy ze sobą konkurować, kiedy możemy współpracować? Będziemy wspólnie ustalać ruch cen i jakość produktów. W ten sposób zaoszczędzimy na reklamie i na jakości, a klienci nie będą mieli żadnego wyboru i będą musieli kupować wszystko co im podsuniemy, za cenę, którą zawczasu wspólnie ustalimy.” Pierwszym testem nowego systemu były stacje benzynowe, a potem przyszła kolej na całą resztę.

Od tego czasu z rynku zniknęła konkurencja i zapanował monopol. I wszyscy byli szczęśliwi. Biznesy zwiększyły swoje zyski, biznesmeni spali spokojnie nie obawiając się o swoją przyszłość, państwo ten projekt poparło bo coraz wyższe ceny gwarantowały coraz wyższe podatki pośrednie i nie trzeba było pracować tworząc rozmaite regulacje. Nawet konsumenci byli szczęśliwi bo nie musieli godzinami latać po różnych sklepach szukając niższych cen i lepszych produktów.

Wielkie rządy wielkich państw przyglądały się temu eksperymentowi z dużym zainteresowaniem. Współpraca zamiast konkurencji bardzo ułatwiłaby życie także im, a pieniądze w ten sposób zaoszczędzone możnaby było wyprowadzić do egzotycznych banków na prywatne konta. Przy takim systemie możnaby straszyć ludność pozorowanymi wojnami i konfliktami, zwiększać podatki na pozorne zbrojenia, wytłumaczyć zagrożeniem cięcia w sektorach edukacji i służby zdrowia oraz ograbiać obywateli sztucznymi kryzysami gospodarczymi. Możnaby także pozorować rozwój gospodarczy i zwiększoną stopę życiową społeczeństwa metodą „na kredyt”, albo drukując i wypuszczając na rynek coraz więcej pieniędzy bez pokrycia.

Tak też się stało. Zaczęto pozorować konflikty i małe, lokalne wojny, zaczęto sponsorować terrorystów i stymulować migracje. Inflacja szalała. Korupcja szalała. Ceny szalały. Szalały też obce agentury i ich piąte kolumny. Dla rzekomego bezpieczeństwa obywateli, złodzieje i oszuści wprowadzili totalną inwigilację i powszechną cenzurę. W ogólnym rozgardiaszu nikt nie wiedział co się naprawdę dzieje, a ogłupiające szkoły, mnogość partii politycznych i różnorodność doniesień medialnych skłóciły, zdezorientowały i otumaniły całe społeczeństwo.

W międzyczasie, elity zaczęły budować osiedla na Marsie i na Księżycu, skąd wkrótce mogły się przyglądać zarastającej dżunglą Ziemi. A na Ziemi, bez elit nie było inwestorów, bez inwestorów nie było przemysłu, ani zanieczyszczeń, ani transportu, bo ludzie, z braku dróg, pojazdów i paliwa, zaczęli znów jeździć na koniach, słoniach i wielbłądach. Szczęśliwa więc była także nasza planeta Ziemia. Szczęśliwi byli też zwykli ludzie, bo nareszcie pozbyli się znienawidzonych od wieków elit. Koniec bajki.


Ten wpis został opublikowany w kategorii Ekonomia, Polityka. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.