Dlaczego nie PiS… i nie Duda

Merytoryczna debata na poziomie jest dziś rzadkością. Z tym większą przyjemnością chciałbym tu zacytować fragmenty takiej debaty, którą na swoim FB zainicjował Jerzy Broc, były członek Zarządu Regionu Pojezierze N.S.Z.Z. „Solidarność” oraz były redaktor naczelny pisma ZR „Kres” w  1981 roku, w czasach gdy taka działalność groziła prawdziwymi represjami ze strony esbecji i komuny.

Oryginalnym tematem wpisu Jerzego Broca było prawo do prywatności przywódców politycznych we własnym domu:

Słyszę zarzuty, że dom p. J. Kaczyńskiego pilnuje nawet 18. policjantów oraz dodatkowo sporo ochroniarzy opłacanych przez PiS. Wolalbym, aby żaden szef partii nie budził takich emocji, że trzeba poświęcić tyle środków i sił, aby mu zapewnić bezpieczeństwo. Jednak uważam, że prywatny dom lub mieszkanie polityka dowolnej opcji, urzędnika itp. oraz zwykłego obywatela, powinne być pod szczególną ochroną prawną. To nie może być miejsce do manifestowania swych emocji politycznych lub wyrażania jakiegoś protestu. Każdy, który w takim miejscu gromadzi się, aby tam pod ogrodzeniem, oknami itp. wiecować, powinen być natychmiast surowo ukarany za zakłócanie miru domowego. Jest wiele innych miejsc, gdzie można wyrażać swoje opinie i racje.

W tym momencie do dyskusji włączyły się inne osoby, a jej temat ewoluował w stronę polityki międzynarodowej i sojuszy. Cytuję niektóre wypowiedzi:

L.B.: Zieliński też miał policję pilnującą jego domu, (choć tam demonstracji żadnych nie było) – ale nie wszystkim się to podobało. Tu jest ważne co innego. Kaczyński został posłem z wyboru, a PiS wygrał wybory jako partia. Ludzie, którzy tam protestują, to mniejszość, która przegrała wybory. Protestują więc w zasadzie przeciwko demokracji, choć oczywiście mają prawo protestować. Co do miejsca protestu, tu nie ma jakichś określonych zasad prawnych. Można się opierać na tradycjach, na zwyczajach i jakichś moralnych przesłankach – i tu się zgadzam z Jurkiem. Ale tradycją było w Polsce również to, że osoby uważane za np. zdrajców lub kryminalistów, wykurzano z ich domów siłą. Zresztą to samo robi państwo – przy pomocy policji aresztuje przeciwników politycznych lub kryminalistów w ich domach – i tu własny dom lub mieszkanie nikogo nie chronią. Więc albo ta zasada idzie w obie strony, albo wcale.

J.B.: Lechu, mnie nie chodzi o wykurzanie kogoś z jego domu, a o ustanowienia prawa chroniącego życie prywatne we własnym mieszkaniu, nawet gdy komuś nie podobają się czyjeś poglądy polityczne lub sposób sprawowania jakiejś roli w życiu społecznym. Uprawnione służby mogą – zgodnie z prawem – kogoś wyprowadzić z mieszkania. To, czy to się czyni jedynie ze względów politycznych, to już inny obszerny temat.

L.B.: Zgoda Jurku, ale jest też „innym tematem” to czy można w ten sposób chronić ludzi, którzy działają na szkodę Polski i polskiego narodu. A tu już jest szerokie pole do wielu pytań oraz wiele argumentów, które można by użyć pod adresem zarówno PiS-u, jak i Koalicji.

J.T.: Bardzo trafna wypowiedź tylko dotyczy byłej koalicji rządzącej PO/PSL.

L.B.: Moim zdaniem, dotyczy obu stron, ale rozumiem, że każdy „swoich” broni. Dla mnie poddawanie Polski Stanom Zjednoczonym, Niemcom (Unii), czy Rosji to jedno zło i świadczy o nieznajomości lub braku zrozumienia polityki tych państw. W takich przypadkach poddajemy obcym polską rację stanu i polską suwerenność, a z tego każdy taki „sojusznik” skorzysta. Poza tym, istnieją przesłanki, aby sądzić, że PO z przybudówkami i PiS to dwie strony tego samego medalu w kwestii antypolskiej polityki syjonistów i Izraela. I nic dziwnego, patrząc na kierownictwa obu tych ugrupowań. Bardzo niezdrowa, niedemokratyczna i niebezpieczna sytuacja.

J.T.: Komentując Pańską wypowiedź miałem na uwadze sprawy krajowe. Jeśli chodzi o politykę międzynarodowa posiadanie silnych sojuszy jest racją stanu Państwa. Idealnego rozwiązania nie ma. Brak silnego sojuszu militarnego doprowadził do agresji Rosji i utratę części terytorium przez Gruzję i Ukrainę.

L.B.: Można i trzeba mieć silne sojusze, ale jako suwerenne i niezależne państwo, tym bardziej, że USA, po 2001 roku, nie są sojusznikiem ani wiarygodnym, ani godnym szacunku – (wojny olejowe oparte na operacjach false-flag i na steku kłamstw, sponsorowanie terroryzmu, zbrodnie wojenne w Iraku, Libii, Syrii, popieranie zbrodniczej polityki Izraela, itp. przykładów można mnożyć). Bycie „sojusznikiem” takiego państwa nie przynosi nam chwały. Nie przynosi również bezpieczeństwa, bo Stany niełatwo wychodzą z państw, do których raz weszły militarnie (i to pod własnym, a nie pod lokalnym dowództwem). Nie wiem czy Pan wie, że Saddam Hussain był niegdyś ulubieńcem CIA. To Ameryka go wzmocniła i kreowała – i wyposażyła w broń masowego rażenia, aby Irak w latach 80-tych wojował z Iranem. A kiedy zaczął obstawać, że irackie rezerwy oleju i przemysł naftowy mają służyć dobrobytowi mieszkańców Iraku, a nie amerykańskim korporacjom, to go na steku kłamstw najechali, złapali i powiesili rękami Sadrystów. Taki wiarygodny sojusznik. Niech Pan sprawdzi The Secret Downing Street Memo.

Istnieje też inny aspekt wpuszczenia wojsk i rakiet amerykańskich do Polski, którego niestety PiS nie bierze pod uwagę. Ich obecność naraża Polskę na zniszczenie bardziej niż ją chroni, bo w razie wojny między NATO i Rosją to właśnie tu będzie główne pole bitwy. Tym bardziej, że PiS od 2015 r. prowadzi bardzo agresywną i prowokacyjną politykę wobec Rosji, zamiast współpracować ze wszystkimi sąsiadami i w ten sposób wypracować dla Polski bezpieczną przyszłość. Już raz Polska przekonała się jak może liczyć na „sojuszników” w razie konfliktu. Amerykanie są w Polsce dla zabezpieczenia własnych interesów, a nie dla obrony Polski. Dlatego Trump poparł projekt Międzymorza. Jestem również więcej niż pewny, że Polacy (a zwłaszcza mieszkańcy Przesmyku Suwalskiego) nie lubią pić napromieniowanej wody i jeść napromieniowanych kartofli.

Zgodzę się z tym, że „idealnego rozwiązania” nie ma, bo Niemcom i ich ciągle obecnej polityce Mitteleuropa też nie wierzę – już traktują nas jak ekonomiczną kolonię, a od dawna mówili, że na ziemie utracone kiedyś wrócą – (Unia jest tylko narzędziem dominacji Niemiec w Europie). Nie wspomnę już o Rosji. Od ostatniej rocznicy wybuchu II W.Ś. stało się jasne, że Niemcy i Rosja, w ramach ich strategicznego partnerstwa, współpracują bardzo ściśle nie tylko w kwestii rurociągu Nord Stream 2 i polityki wobec USA (zwłaszcza sankcji), nie tylko wobec Chin (zwłaszcza Szlaku Jedwabnego), ale również w kwestii geopolityki wobec Polski i innych państw europejskich.

Natomiast niedwuznacznie i podejrzanie ulega praktyka polityczna PiS-u (i także PO) wobec Izraela, łącznie z roszczeniami żydowskimi i „wrogomi przejęciami”, (co już widać, choć odbywa się to niejawnie) wraz z zakłamywaniem historii i polityki historycznej. Jest to absolutnie nie do zaakceptowania. Jest to możliwe dzięki temu, że przedstawiciele tej mniejszości etnicznej w Polsce zdominowali kierowniczne szczeble głównych partii politycznych i głównych mediów oraz uzyskali nieproporcjonalną nadreprezentację we władzach. Jest to również niedemokratyczne ponieważ działają oni w swoim gronie, nie asymilują się w grupach o mieszanej reprezentacji. To też widać.

To jest sytuacja niezdrowa i niebezpieczna, ponieważ powoli ktoś robi z Polski drugą Strefę Gazy – niestety z pomocą obecnego rządu, co potwierdziło przemówienie Lecha Kaczyńskiego w Izraelu oraz uległość wokół wrogiej wobec Polski propagandy i praktyki tego środowiska. Przykład: sytuacja wokół Muzeum Auschwitz, działalność „historyczna” Instytutu w Warszawie, sprawa Jedwabnego, sprawa nowelizacji ustawy o IPN, bezczelne ingerencje ambasadorów i polityków Izraela w wewnętrzne sprawy Polski, przechwytywanie enklaw, kłamliwe oskarżenia wobec narodu polskiego, itp. Dodać do tego roszczenia majątkowe oraz otwarte wypowiedzi w prasie izraelskiej nt. projektu Polin oraz przesiedlania Żydów na terytorium Polski – i mamy komplet powodów, dla których PiS nie prowadzi polityki polskiej. Duda jest bardzo aktywny na tym polu. Przy tym, nie słyszałem żeby domagał się od Izraela odszkodowań dla uchodźców palestyńskich.

L.B.: Warto też pamiętać, że kijowski Majdan był finansowany przez m.in. USA (nagrana wypowiedź Wiktorii Nuland z Departamentu Stanu) oraz wspierany przez inne państwa zachodnie, m.in. Polskę. Polska uczestniczyła w indoktrynacji, destabilizacji, i pozyskiwaniu Ukrainy oraz Gruzji do NATO – (m.in polityka Aleksandry Hall i rządu Tuska oraz później, przemówienie Jarosława Kaczyńskiego na Majdanie w Kijowie). Są tego dowody, bezpośrednie nagrania wideo).

Oficjalnie, Krym przyłączył się do Rosji za pomocą referendum, które było tak samo legalne i wiążące jak referendum w Kosowie w 1991 roku, co państwa zachodnie natychmiast uznały za „ważne”. Tzw. oddziały samoobrony w Doniecku, Ługańsku i Charkowie były odpowiedzią na niekonstytucyjny i krwawy przewrót w Kijowie oraz na represje wobec ludności rosyjskiej, np. na spalenie żywcem protestujących w Odessie, czy bombardowanie przez ukraińską armię całych osiedli na terenie Donbasu. Nie należy się temu dziwić bo większość populacji w tych rejonach to etniczni Rosjanie. Rosja oczywiście popiera te ruchy w takim samym stopniu w jakim Ameryka popiera rebeliantów w Syrii, w Wenezueli oraz w innych destabilizowanych przez USA krajach. Jak wolno Ameryce, to wolno i Rosji, nie? Albo wszystkim, albo nikomu.

Co do Gruzji, to Gruzja, a nie Rosja rozpoczęła wojnę z Południową Osetią, do której włączyła się Rosja. Ruchy separatystyczne w tych krajach i obwodach rosyjskich (Dagestan, Osetia, Abkhazja, Czecznia) były inspirowane i finansowane przez USA, które planowały przeprowadzenie tamtędy rurociągów z rejonu Baku, aby „wysadzić z siodła” eksport rosyjskiego gazu do Europy.. Więcej na ten temat tutaj:  https://regionpojezierze.com/o-wojnach-gazowo-olejowych/

Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.