Komentarz w sprawie sytuacji na Białorusi

MN: Światowa gra o Białoruś. Czy Europie potrzebny jest silny Łukaszenka?

Komentarz:  Takie rzeczy nie dzieją się oddolnie  same.  Strajki sierpniowe w Polsce (1980) też nie były spontaniczne. Przygotowali je tzw. „działacze opozycyjni”, a wywołano je podwyżkami cen. Kika dni po ich wybuchu do Stoczni Gdańskiej zaczęli napływać z Warszawy rozmaici „eksperci” i „doradcy”, którzy od początku kontrolowali status i program późniejszej „Solidarności” i kolejnych rządów RP.  „Pierwsza Solidarność”, zwłaszcza na szczeblu krajowym, była w dużej mierze ruchem kontrolowanym przez konkurujące ze sobą frakcje PZPR oraz przez zainteresowane wywiady obcych państw (na pewno USA, Rosji i Niemiec).

Podczas ostatniego posiedzenia Komisji Krajowej N.S.Z.Z. „Solidarność”, (grudzień 1981), wiodący eksperci i niektórzy działacze regionalni (późniejsze „lewactwo”) poparli rezolucje wypowiadające posłuszeństwo władzom Polski i zobowiązujące „Solidarność” do przeprowadzenia własnymi kanałami wyborów w kraju w celu utworzenia nowego rządu. Trzy godziny po przegłosowaniu tych rezolucji Jaruzelski wprowadził stan wojenny. Trzy godziny to za mało na przygotowanie planów i skoordynowane wprowadzenie sił do akcji w całym kraju. Było to więc z góry zaplanowane, a prowokacyjne rezolucje „Solidarności” posłużyły jako pretekst i usprawiedliwienie. Niecałe dwa tygodnie później przekazałem taśmy z nagraniami wystąpień wszystkich ekspertów, doradców i głównych przywódców „S” podczas tej krajówki dziennikarzowi, który opuszczał Polskę promem do Szwecji. Obiecał je przekazać Radiu Wolna Europa. Mała część została nadana przez Wolną Europę do Polski, ale większość nigdy się ani w zagranicznych, ani w polskich mediach nie ukazała. To by przeszkodziło legendzie, na której niektórzy do dziś robią niezły szmal wygodnie żyjąc i nic pozytywnego dla Polski nie robiąc. Ale to już inny temat.

Podejrzewam, że na Białorusi mamy dwa konkurujące ze sobą nurty tzw. „opozycji” i conajmniej dwa obce wywiady zamieszane w tą „rewolucję”.

Pierwszy nurt, najprawdopodobniej amerykański, usiłuje powtórzyć na Białorusi scenariusz kijowskiego Majdanu w celu przesunięcia NATO jeszcze bliżej Moskwy i rozwiązania problemu tzw. Przesmyku Suwalskiego. Pamiętacie Annę Marię Anders, która po wycieczce do USA mówiła, że w Waszyngtonie dużo się dziś mówi o Przesmyku Suwalskim? Ten nurt wykorzystuje ludzi, dla których stopa życiowa jest ważniejsza niż Ojczyzna. Tacy ludzie sprzedadzą swój kraj bo marzy im się zachodni standard materialny. Nie widzą przy tym jak na takich marzeniach wyszła np. Ukraina, choć na Białorusi położenie wobec Moskwy mają podobne. I nie rozumieją, że jedynym źródłem dobrobytu jest własna praca.

Drugi nurt, najprawdopodobniej rosyjski, dąży do pozbycia się niewygodnego Łukaszenki, który opiera się ścislejszej integracji Białorusi z Rosją i szuka „przyjaciół” w Europie. Przy tym, Rosjanie musieli wiedzieć o przygotowaniach amerykańskich i wykorzystali swoją sieć agentów oraz kolumnę sympatyków na terenie Białorusi aby przechwycić kontrolę nad tzw. „opozycją” i uzyskać decydującą pozycję polityczną po ewentualnym „przewrocie”. Stare powiedzonko mówi: „Jak nie możesz pokonać przeciwnika, przyłącz się do niego i rozsadź go od środka, po czym przejmij cały jego obóz”.

W jakimś stopniu można tą sytuację zrozumieć. Ani Moskwie, ani Waszyngtonowi nie zależy na silnej Europie.

Osobiście odbieram Łukaszenkę jako patriotę, który bezkompromisowo walczy z tymi dwoma nurtami, czyli z obydwoma wrogami zewnętrznymi oraz z z ich lokalnymi kolaborantami. Wszyscy oni, z punktu widzenia Łukaszenki, są wrogami Białorusi.

Ciekawa w tym wszystkim jest pozycja Polski. Polsce potrzebna jest Białoruś niezależna od Moskwy (jako strefa buforowa między nami i Rosją) oraz Białoruś zaprzyjaźniona z NATO i z Europą. Na pewno taki układ woleliby także Amerykanie, którym zależy na silnym Międzymorzu, aby odgrodzić zachodnią Europę (zwłaszcza Niemcy) od Rosji i aby zatamować chiński Jedwabny Szlak do Europy. Tymczasem Polska wydaje sie prowadzić politykę anty-Łukaszenkową. Pamiętacie wizytę delegacji Karczewskiego na Białoruś gdzie polscy politycy spotkali się z działaczmi nielegalnej opozycji? Tego nie potrafię zrozumieć. Być może stawiamy na amerykański nurt opozycji na Białorusi, ale jest to bardzo ryzykowne, tym bardziej, że Amerykanom też nie chodzi o wolność, niepodległość i dobrobyt dla Białorusi, a Rosja ma znacznie bliżej do Mińska niż Ameryka.

Za wcześnie prorokować jak to się wszystko skończy, ale jedno jest pewne: obraz obecnej sytuacji i jej politycznego podłoża nie jest „czysty” i prosty. Za wcześnie na pisanie legend, bo robiąc to możemy pomagać Putinowi. Kto wie? Trzeba poczekać i zobaczyć jaki skład opozycji się ostatecznie wyklaruje: amerykańscy rebelianci, czy rosyjscy rebelianci?

Ten wpis został opublikowany w kategorii Białoruś. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.