O wyborach słów kilka

Pamiętam, że w PRL-u narzekaliśmy na brak demokracji z bardzo prostego powodu.  Choć odbywały się wybory i wyborcy głosowali na „kandydatów”, to kandydatów wybierała i mianowała Polska Zjednoczona Partia Robotnicza, czyli komuniści. Stąd nieważne było na kogo wyborcy głosowali bo wszyscy kandydaci i tak pochodzili z jednego worka i nie było między nimi żadnych politycznych lub ideologicznych różnic. Była to więc szopka, czyli tzw. „pic na wodę i fotomontaż”.

Mieszkam w kanadyjskiej prowincji Ontario. Ostatni weekend spędziłem u kolegi, który namiętnie ogląda telewizję i ma polskie kanały. Miałem więc okazję zobaczyć to co Polacy w kraju widzą na codzień – oryginalne wiadomości z oryginalnej polskiej telewizji. To co zobaczyłem i usłyszałem odebrało mi mowę i apetyt na resztę wieczoru. Prócz tego, że kolory, tło, tematyka i ton reportaży wylądały na ostrą kampanię wyborczą, tak krótkie przemówienie Kaczyńskiego jak i wywiady z kilkoma politykami PiS-u wyraźnie wskazywały na powrót do wyborczej praktyki z czasów PRL-u.

Podczas jednego reportażu, członkowie obecnego rządu kilkakrotnie wypowiedzieli opinie, że kandydatów w nadchodzących wyborach samorządowych, którzy nie popierają polityki rządu lub są polityce PiS-u przeciwni nie powinno się do wyborów dopuścić. Tak właśnie było za komuny, że nie wspomnę o spaleniu Reichstagu. I to mówi rząd kierowany przez byłych działaczy tzw. opozycji demokratycznej, przez ludzi, którzy porobili kariery rzekomo „walcząc” z komunizmem? W ten sposób zniknie z politycznej mapy opozycja. Wyraźnie widać, że obecnej „waaadzy” o to właśnie chodzi – by w Polsce zaprowadzić dyktaturę jednej partii. A przecież „Solidarność” w PRL-u domagała się czegoś odwrotnego – wielopartyjności, czyli prawa ludzi do reprezentacji bez względu na ich poglądy i orientacje polityczne. Na tym polega demokracja.

Pamiętacie zapewne niedawny wywiad Anny Marii Anders, w którym odpowiadając na pytania związane z tzw. „procesem suwalskim” stwierdziła, że nie byłoby „tego problemu”, gdyby „tych ludzi” po prostu nie wpuszczono na „otwarcie wystawy” – (czytaj: na jej agitację wyborczą). Ten sam styl, to samo myślenie. „Tych ludzi”, polskich obywateli, Anders nie wpuściłaby na publiczną imprezę zorganizowaną przez rząd RP w publicznym lokalu i za publiczne pieniądze. Co za chucpa!  Jej się już pewnie wydaje, że Polska to taka druga Strefa Gazy, albo drugi Zachodni Brzeg rzeki Jordan.

Niewiarygodne i oburzające. Takiego czegoś nie widziałem w żadnym państwie zachodnim bo tam politycy są kompetentni – wiedzą coś na tema demokracji oraz praw człowieka i obywatela. Nie tak jak ich polscy odpowiednicy – ignoranci nadrabiający brak wiedzy bezczelnością i arogancją.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Polityka i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s