Spotkanie wyborcze z Grzegorzem Mackiewiczem

Katarzyna Karaszewska uczestniczyła w spotkaniu wyborczym Grzegorza Mackiewicza

W czwartek odbyło się spotkanie wyborcze z kandydatem na prezydenta miasta z ramienia PiS-u, Grzegorzem Mackiewiczem. Spotkanie, w którym uczestniczyło między 20 a 30 osób (w większości emerytów i niektórych Radnych) odbyło się w Suwałkach, w sali parafialnej Kościoła św. Anieli Salawy. Obecna na sali była także kandydatka na Radną Miasta Suwałki, Katarzyna Karaszewska.

Mottem spotkania było „Zmieniać naszą rzeczywistość na lepszą”. Mackiewicz kilkakrotnie podkreslał, że PiS, którego jest członkiem, „wschłuchuje się w życzenia mieszkańców … i je wykonuje”. Co prawda PiS wschłuchuje się tylko w życzenia tych obywateli, którzy bezkrytycznie popierają jego politykę, a dla innych ma w zanadrzu „proces suwalski” i gaz łzawiący, ale to już inny temat i nie będę go tu poruszać.

Mackiewicz podczas tego spotkania koncentrował się na sprawach materialnych, na infrastrukturze miasta oraz na pieniądzach.  Nie uniknął jednak demagogii i propagandy, bo zabrakło w jego wizji konkretnych planów rozwoju gospodarczego miasta. Mackiewicz mówi: – „Trzeba mieć pomysł na miasto.” Wspomniał osiedlowe żłobki, przedszkola i szkoły. Wspomniał, że młodzi uciekają na Zachód i trzeba aby wrócili do Suwałk. Trzeba więc koncentrować się na mieszkaniach, przedsiębiorczości i gospodarce. Trzeba młodym dostarczyć rozrywkę. Wspomniał też „darmowe” autobusy. Zapewniał, że jest „menadżerem”. Ale zapomniał o najważniejszym – o wypracowaniu środków na te inwestycje oraz o ochronie środowiska naturalnego, które ucierpi na regularnym i masowym spalaniu śmieci, z których ma się produkować autobusową energię.

A skąd Mackiewicz chce wziąć na to wszystko pieniądze? Według niego warunkiem powodzenia są dobre relacje samorządu z rządem. To stary argument wyborczy – „wybierzcie mnie bo ja mam dobre układy z centralą i więcej dla was załatwię”. Przykładem jak to działa może być Anna Maria, która po jej wyborach z poparciem rządu przez ponad dwa lata nie pokazała się w Suwałkach i nic konkretnego dla mieszkańców Suwałk nie załatwiła. Dobre relacje z centralą nie są więc żadną gwarancją lepszego budżetu miasta lub okręgu wyborczego. Poza tym, rząd i partia rządząca moga się w przyszłości zmienić i co wtedy?

Mackiewicz mówi – liczmy na pieniądze rządu i aby je uzyskać nie demonstrujmy z opozycją. „Gdy się z jednej strony bierze pieniądze, a z drugiej demonstruje z opozycją, to jest nie tak, to taka relacja się nie utrzyma”. Innymi słowy, jak chcecie mieć więcej kiełbasy, to przestańcie się domagać praworządności (przestrzegania konstytucji), niezawisłości sądów, (trójwładzy, która jest podstawą demokracji), oraz przestrzegania przez rządzących praw człowieka i obywatela. Pogódźcie się z autokratycznymi rządami PiS-u oraz z represjonowaniem osób, które ośmieliły się zaprotestować przeciwko łamaniu prawa przez przedstawicieli rządu.

Mackiewiczowi chodzi o „strumień pieniędzy” z zewnątrz, reszta nie jest ważna. „Rząd polski ma bardzo dużo pieniędzy (nie tylko Unia Europejska), może je przekazać i może dofinansować realizację naszych potrzeb” – jeśli tylko się sprzedamy politycznie. Takie podejście uwłacza obywatelskiej godności. Wyborcy to nie prostytutki.

Przy tym temacie Mackiewicz sam się pogubił – raz mówi, że trzeba mieć dobre relacje z rządem, bo inaczej rząd może nie dać pieniędzy, a za chwilę mówi, że to nie są pieniądze rządu, czy prezydenta miasta, tylko pieniądze podatników, które się nam należą bez względu na to czy nas lubią czy nie. „To nie prezydent daje pieniądze, tylko samorząd. To nie jest udzielny książę, który zarządza własnymi pieniędzmi, to są nasze środki, środki podatników.” Tak, panie Mackiewicz, dofinansowanie rządu dla Suwałk to też są nasze środki, środki podatników, a nie „udzielnego księcia”, który może je zatrzymać, bo się z nim nie zgadzamy. Niech Pan będzie konsekwentny. Jest albo jedno, albo drugie, nie oba naraz.

Po wysłuchaniu kandydata Mackiewicza trzeba powiedzieć tak:

Zgoda. Inwestycje są Suwałkom potrzebne, ale na inwestycje potrzebne są własne pieniądze, a nie pożyczki lub dotacje z zewnątrz. Konsekwencją sprywatyzowania gospodarki było to, że miasta nie prowadzą dziś własnej, liczącej się działalności gospodarczej. Ich budżet głównie zależy od podatków, od tzw. „funduszy unijnych” i od dotacji centralnych. Na podatki od korporacji nie ma co liczyć, bo te, w krótkim czasie, znajdą sposób na przekupienie polityków i redukcję swoich podatków dochodowych. W rezultacie, miasta biednieją, a bez pieniędzy nie da się zapewnić ich rozwoju i „rozkwitu”.

Jak można z tego błędnego kółka wyjść? Tylko w taki sposób, by miasto znów zaczęło prowadzić własną dochodową działalność gospodarczą. Miasto powinno wypracować pieniądze na część swoich potrzeb, zamiast czekać na „jałmużnę”. W 1981 roku „Solidarność” postulowała by taką działalnością zajmowały się samorządy lokalne (a nie centralne resorty i ministerstwa). Zamiast tego, tą działalność gospodarczą sprywatyzowano, bo tak było wygodniej politykom i administracji. Mieli mniej pracy i wciąż te same wynagrodzenie. A do tego zapewne jakieś pieniądze zmieniły właściciela pod stołem.

Miasto jest korporacją i jako korporacja może prowadzić dochodową działalność gospodarczą. Tylko tak, w sposób oddolny i niezależny, zapewni się lokalne miejsca pracy i zwiąże młodych z regionem. Tylko tak zbuduje się miasto naszych marzeń.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Polityka i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.