Esbeckie zachowanie suwalskich liderów z PiS-u – część 1


Lech Biegalski, 2018 r.

Zachęcam wszystkich suwalskich wyborców, bez względu na orientację polityczną,  do zapoznania się z moim oświadczeniem zamieszczonym poniżej. Rozumiem, że podczas kampanii wyborczych ma zwykle miejsce ostra walka polityczna, ale to co się obecnie dzieje w Suwałkach dorównuje działaniom Służby Bezpieczeństwa, która w PRL-u była „zbrojnym ramieniem” służącym ochronie systemu komunistycznego i komunistycznej partii politycznej. – Lech Biegalski

Drodzy Państwo,

W latach 1980 – 83 miałem zaszczyt reprezentować większość mieszkańców byłego województwa suwalskiego jako najpierw członek Międzyzakładowego Komitetu Założycielskiego (MKZ) w Giżycku, a później jako pierwszy przewodniczący Zarządu Regionu N.S.Z.Z. „Solidarność” Regionu Pojezierze pokrywającego teren ówczesnego województwa suwalskiego. Byłem również członkiem Krajowej Komisji Interwencji prowadzonej przez Zbigniewa Romaszewskiego, delegatem na I Krajowy Zjazd „Solidarności” oraz członkiem Komisji Krajowej tego związku.

Po wprowadzeniu stanu wojennego 13 grudnia 1981 roku, ukrywałem się w Gdańsku, aż do drugiej ustawy amnestyjnej z lata 1983 roku. W czasie stanu wojennego byłem na centralnej liście „poszukiwanych w trybie nadzwyczajnym do internowania”. „24 sierpnia 1982 r. płk Kołodziejski (szef Służby Bezpieczeństwa (SB) w województwie suwalskim) powołał siedmioosobową grupę operacyjną odpowiedzialną za poszukiwania; jej szefem został zastępca naczelnika Wydziału V KW MO w Suwałkach por. Czesław Okuniewski.” Grupa ta miała mnie znaleźć i aresztować.

Podczas stanu wojennego suwalska i giżycka Służba Bezpieczeństwa (SB) nachodziła moje mieszkanie w Giżycku gdzie mieszkała moja żona z naszym 7-mio letnim synem. Była to forma intymidacji, bo wpadali zwykle w nocy, podczas tzw. „godziny policyjnej”, w mundurach polowych, z ujadającymi psami, z pistoletami maszynowymi i robili bałagan przeszukując mieszkanie. Doszło do tego, że moja żona nie kładła się spać, czekając na ich kolejne najścia. Kilka razy złożył jej również wizytę szef suwalskiej SB, zastępca komendanta Wojewódzkiej Komendy Milicji Obywatelskiej płk. Wiesław Kołodziejski, który namawiał ją do ujawnienia mojego miejsca ukrywania się (którego nie znała, poza tym, że żyję, i ukrywam się gdzieś na terenie Trójmiasta).

Po moim ujawnieniu się w ramach drugiej Ustawy o Amnestii (lipiec 1983) w towarzystwie przedstawiciela Episkopatu Polski, prof. Romualda Kukołowicza, okazało się, że nie jestem już pracownikiem giżyckiego Wydziału Oświaty i Wychowania, bo mnie pod naciskiem esbecji zwolniono z pracy pod pozorem nie podania pracodawcy zmiany adresu zamieszkania. Podałem Wydział Oświaty do sądu o przywrócenie mnie do pracy zgodnie z treścią Ustawy o Amnestii. Przed rozpoczęciem rozprawy, do sali sądowej wszedł płk. Kołodziejski i miał tam kilkuminutową rozmowę z sędziną. Rozprawę przegrałem. Odwołałem się do Sądu Rejonowego w Białymstoku i też przegrałem. Składałem podania o pracę w jakimkolwiek charakterze, kierowcy, pracownika fizycznego, itp, ale nigdzie pracy nie dostałem. Dyrektor Wytwórni Pieczywa Cukierniczego w Wilkasach powiedział mi wprost, że nie może mnie zatrudnić bo ma kilka lat do emerytury i ma rodzinę, którą musi utrzymać.

Po dziesięciu miesiącach bezskutecznego poszukiwania pracy złożyłem podanie o wyjazd do Kanady, lecz esbecja cofnęła mi paszport pod pretekstem toczącego się postępowania w sprawie plakatów „uwłaczających dobremu imieniu partii i podważających podstawy ustroju socjalistycznego”, które wraz z Jarosławem Słabińskim rozwieszałem w Suwałkach wzdłuż ulicy Kościuszki, oraz pod pretekstem kradzieży samochodu Z.R. Pojezierze (Fiata 125 kombi) na szkodę komunistycznych związków zawodowych, które po wprowadzeniu stanu wojennego przejęły majątek „Solidarności”. Moim obrońcą w nadchodzącej rozprawie miał być późniejszy premier RP, mecenas Jan Olszewski.

(Na marginesie, samochód przekazałem w Gdańsku grupie Bogdana Borusewicza i Bogdana Lisa, która go używała do ryzykownych akcji, np. przewożenia nielegalnych wydawnictw, plakatów, farb, maszyn drukarskich, itp. Z tego co wiem, później samochód ten rozebrano na części, które sprzedano aby zebrać środki na pomoc rodzinom internowanych działaczy „S” w Gdańsku.)

Od rozprawy uratowała mnie interwencja nuncjusza papieskiego, który w tym czasie negocjował z rządem w Warszawie warunki wizyty papieża Jana Pawła II w Polsce, podając moją sytuację jako przykład nie wywiązywania się przez rząd z warunków ustawy amnestyjnej. Rządowi zależało na wizycie papieża bo legitymizowała ona krytykowany wówczas przez wiele krajów reżim Jaruzelskiego. Komitet Wojewódzki PZPR w Suwałkach otrzymał prikaz wydania mi paszportu i wiadomość: „Jak chcieliście go udupić, to trzeba to było zrobić wcześniej, a nie teraz”. W rezultacie tej interwencji, zorganizowanej przez Episkopat Polski , Kołodziejski wezwał mnie do Komendy Wojewódzkiej MO w Suwałkach i osobiście wręczył mi paszport. Przy tej okazji groził mi szantażem, gdybym ośmielił się na Zachodzie „oczerniać dobre imię Polski”. Powiedziałem mu, że mojej Polski oczerniać nie będę, a o swoją niech się sam martwi. Odpowiedział: – „My mamy długie ręce”.

Wspominam te fakty dlatego, że w ubiegłym roku oraz w tym tygodniu stałem się celem niewybrednych ataków i szantaży, właśnie w stylu esbeckim, w wykonaniu niejakiego Romualda Łanczkowskiego z Suwałk, bliskiego przyjaciela posła Jarosława Zielińskiego, którego Państwo znacie. Ataki te zaczęly się po tym jak zacząłem publikować na łamach Regionu Pojezierze artykuły krytykujące politykę PiS-u oraz postawę Jarosława Zielińskiego w sprawie tzw. „procesu suwalskiego”.

Zieliński jest obecnie posłem na sejm i wiceministrem w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji, a Łanczkowski pełni jakąś dyrektorską funkcję w Kancelarii Senatu i od kilku lat kieruje działem do kontaktów z Polonią (choć efektów jego działalności w Kanadzie nigdy nie widziałem). Łanczkowski, według opinii mojej i innych naszych wspólnych znajomych, nie jest zbyt „lotny”, a karierę polityczną zawdzięcza poparciu Zielińskiego, którego się trzyma jak przysłowiowy „rzep psiego ogona”. Dlatego też służy obecnie jako tarcza Zielińskiego i, pośrednio, PiS-u. Wydzwania po redakcjach gazet i wywiera naciski na redakcje i dziennikarzy, aby ignorowali moje artykuły. Mam na to dowód. Wiem, że rozsiewa o mnie plotki i informacje, które są dziś (i były w latach pierwszej „Solidarności”) kompletnie nieistotne. Gdybym był winny autentycznej współpracy z komuną, przytoczone przeze mnie powyżej fakty nie miałyby miejsca.

W drugiej części tego artykułu podam konkretne przykłady wrażej działalności Romualda Łanczkowskiego (osoby publicznej) w związku z moim krytycznym stosunkiem do polityki PiS-u i w związku z moim poparciem w obecnych wyborach samorządowych dla kandydatki do Rady Miasta Suwałki, pani Katarzyny Karaszewskiej.

Ciąg dalszy nastąpi…


Ten wpis został opublikowany w kategorii Polityka i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s