Esbeckie zachowanie suwalskich liderów z PiS-u – część 2


Lech Biegalski, 2018 r.

W pierwszej części tego artykułu wspomniałem o najściach Służby Bezpieczeństwa na moje mieszkanie i nękaniu przez nich mojej żony podczas stanu wojennego. W tym czasie, wojewódzki komendant suwalskiej Służby Bezpieczeństwa (SB), płk. Wiesław Kołodziejski, wywierał ostry nacisk na dyrektora Szkoły Podstawowej Nr 4 w Giżycku, Mariana Grzybowskiego, aby ten utrudniał życie mojej żonie i doprowadził do wyrzucenia jej z pracy. Pan Grzybowski (członek PZPR-u) był uczciwym człowiekiem i z narażeniem własnej kariery zawodowej odmówił współpracy z SB w tej sprawie. Wspomniałem również o tym, że SB spowodowała utratę przeze mnie pracy w oświacie i pilnowała, abym nie znalazł żadnego zatrudnienia w byłym województwie suwalskim.

A teraz zapraszam do obejrzenia tego krótkiego widea ze spotkania z minister Anną Zalewską, które odbyło się 3 czerwca 2018 roku w Szkole Muzycznej w Suwałkach:

Wystąpienie „członka widowni” Romualda Łanczkowskiego z Suwałk:

Według Łanczkowskiego, ludzie którzy korzystają ze swoich demokratycznych praw w demokratycznej Polsce – to ludzie, którzy „ryją”. Łanczkowski („najlepszy przyjaciel” Zielińskiego) obiecuje kablowanie nazwisk osób przeciwnych polityce PiS-u, co jest zwykłym donosicielstwem i zastraszaniem oraz zachęca panią minister do „utrudniania” im życia. Wypisz wymaluj to samo co robiła esbecja (SB) za czasów tzw. komuny i podczas stanu wojennego. Z widea został wycięty fragment, gdy Łanczkowski, w wąskiej grupie, zalecał wyrzucenie z pracy Katarzyny Karaszewskiej. Jest na to świadek, osoba, która to słyszała i jest gotowa to poświadczyć. Co za aroganja ! I to jest człowiek, który się powołuje na tradycje i rodowód „Solidarnościowy”? Który kiedyś był członkiem organizacji występującej  w obronie osób prześladowanych przez komunę za przekonania polityczne? Co za metamorfoza !

Nie jest to jedynym przykładem autokratycznych i esbeckich zapędów Łanczkowskiego i Zielińskiego. Przypomnę wybory uzupełniające z marca 2016 roku, po których osoby, które zaprotestowały przeciwko łamaniu prawa wyborczego przez Anders, Błaszczaka i Zielińskiego były i są do dziś ciągane po sądach za rzekome zakłócenie porządku publicznego. Rzekome, bo Anders sama wówczas zachęcała widownię do zadawania pytań, a sama jej kampania wyborcza była nielegalnie sponsorowana przez rząd za publiczne pieniądze.

Ale to jeszcze nie wszystko. W ubiegłym roku Łanczkowski mnie szantażował i później publicznie zaatakował wykorzystując fakt, który był od początku znany działaczom „Solidarności” w 1980 i 81 roku. Fakt, po którego wyjaśnieniu otrzymałem votum zaufania podczas Walnego Zebrania Delegatów Regionu Pojezierze N.S.Z.Z. „Solidarność”.

Łanczkowski także przysłał mi email z udokumentowanymi przez niego cytatami zaczerpniętymi z moich artykułów oraz cytatami moich komentarzy pod artykułami publikowanymi w polskiej edycji „Sputnika”. Ten email mam i mogę go przedstawić jako dowód. Ta dokumentacja  była bardzo skrupulatnie prowadzona i sięgała wiele miesięcy wstecz. Potem nastąpił okres seryjnego blokowania mnie na Fejsbuku na podstawie donosów zawierających cytaty z moich starych, mających już kilka lub kilkanascie miesięcy komentarzy w polskiej edycji Sputnika – bo tam komentarze wpisuje się przez konto FB. Nie mam wątpliwości kto tym donosicielem był, bo żaden normalny człowiek by się taką skrupulatną dokumentacją nie zajmował. Ciekawy jestem co na ten temat myślą wyborcy w Suwałkach i podatnicy, za których pieniądze ten pan zajmuje się taką wrażą aktywnością w esbeckim stylu.

W ciągu ostatnich kilku dni otrzymałem od Łanczkowskiego trzy emaile z pogróżkami i wyraźnym szantażem, co jest rezultatem mojego zaangażowania w kampanię wyborczą Katarzyny Karaszewskiej. I znów, tematem tego szantażu jest fakt od dawna znany, dawno przeze mnie ujawniony i wyjaśniony, a nawet zamieszczony w Historii Regionu Pojezierze napisanej przez historyka dr Marcina Zwolskiego i opublikowanej przez IPN. Oczywista próba szantażu  – co za prymityw !

Na marginesie dodam, że wszystkie pogróżki i szantaże Łanczkowskiego dotyczą faktów sprzed 1980 roku i opierają się na zarzutach kim lub czym byłem, a nie na tym co zrobiłem. Przy tym, ten ostatni „fakt” jest poważnie zmieniony i nie oparty na prawdziwym stanie rzeczy. Łanczkowski wie, że dzwony dzwonią, ale nie wie w którym kościele. Zarzuca mi pracę w wywiadzie wojskowym, a prawda jest taka, że podczas moich studiów na WAT w latach 1970-72 zostałem skierowany na kurs w zakresie kontrwywiadu. Statusu członka wywiadu lub kontrwywiadu nigdy nie uzyskałem. Po zorientowaniu się w wymaganiach (między innymi z wymogiem kablowania na kolegów), napisałem jeden projekt (fake raport) po czym zrezygnowałem z WAT-u „na stan zdrowia” i zmianę kategorii wojskowej, co było dość trudnym procesem, który zajął mi kilka miesięcy.

To właśnie tym szantażował mnie płk Kołodziejski, gdy mówił, że SB „ma długie ręce” i kiedy wręczał mi paszport przed moim wyjazdem z Polski. Dziś tą pałeczkę przejął Łanczkowski.

A teraz trochę historii:

Romuald Łanczkowski ok. 1981 r.

Romuald Łanczkowski był w 1981 roku działaczem „Solidarności” nauczycielskiej w Suwałkach i awansował do pozycji kierownika Działu Prasowego Zarządu Regionu Pojezierze. Tą funkcję pełnił przez kilka miesięcy – od końca maja 1981 roku do wprowadzenia stanu wojennego 13 grudnia 1981 roku. Od października do grudnia pełnił także funkcję rzecznika prasowego Zarządu Regionu Pojezierze. Nie był nawet członkiem Zarządu Regionu. Podczas stanu wojennego, po krótkim ukrywaniu się, został aresztowany i internowany. Z internowania wyszedł na wolność po dwóch miesiącach, co świadczy o tym, że podpisał „lojalkę”, bo internowani, którzy odmówili podpisamia „lojalki” siedzieli prawie dwa lata. W jednym z emaili do mnie sam to zresztą przyznał.

Jarosław Zieliński ok. 1983 r.

Jarosława Zielińskiego poznałem podczas stanu wojennego, gdy ukrywałem się w Gdańsku u ludzi związanych ze środowiskiem Uniwersytetu Gdańskiego. Zieliński w tym czasie studiował tam na Wydziale Filologii Polskiej (tzw. Polonistyki). Na jego prośbę, zgodziłem się z nim spotkać. Ponieważ często jeździł do Suwałk, zaofiarował się być moim łącznikiem z działaczami w Suwałkach. W podwójnym dnie torby podróżnej, w której przewoził brudne ciuchy „do prania” przewiózł kilka razy do Suwałk materiały drukowane i matryce do druku innych materiałów, które mu dostarczałem. Przed moim ujawnieniem się w ramach amnestii poprosił mnie o rekomendacje i taki list ode mnie otrzymał. Na tym skończył się mój z nim kontakt. Próbowałem później przez Łanczkowskiego nawiązać z nim kontakt, ale nigdy na te próby nie odpowiedział.

Chcę też wspomnieć, że Jacek Kuroń i wielu innych czołowych działaczy opozycji politycznej z lat PRL-u byli członkami Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Kuroń był nawet członkiem Komitetu Centralnego PZPR i zakładał tzw. „czerwone harcerstwo”, w którym za młodu aktywnie udzielał się także Łanczkowski. Mimo tego, nikt dziś nie podważa roli Kuronia w opozycji demokratycznej lat 1980-tych.

Za komuny, wielu ówczesnych polityków demonstracyjnie obnosiło się z ich niezachwianą lojalnością dla „jedynie słusznego systemu” za jaki wtedy uchodził w Polsce komunizm. Robili to publicznie nawet ci, którzy prywatnie i potajemnie wysyłali swoje dzieci do chrztu, bieżmowania i na lekcje religii. Taka hipokrytyczna lojalność, oparta na teatralności, demagogii i pustych frazesach, jest dziś także częścią polskiego, gorliwie rozmodlonego krajobrazu politycznego, zwłaszcza w obozie PiS-u.

Bezprecedensowe ataki, szantaże i represje stosowane przez PiS, a w tym konkretnym przypadku przez Romualda Łanczkowskiego, świadczą o ich ignorancji i nieznajomości prawa międzynarodowego oraz prawa krajowego dotyczącego praw człowieka i obywatela.

Mamy w Polsce konstytucyjnie zapewnioną wolność poglądów politycznych. Mamy prawo do krytykowania polityki rządu, mamy prawo dążyć do zmiany rządu, a nawet do zmiany systemu politycznego. Mamy prawo krytykować „osoby publiczne” nas reprezentujące, przez nas wybrane i przez nas opłacane. Nie dajmy się zastraszyć bucom i partyjnemu betonowi, oportunistom i konformistom udającym dziś bohaterów, ludziom dla których – według teorii Marksa i Engelsa – byt zaczął kształtować świadomość. Ludziom, którym przysłowiowa „woda sodowa” uderzyła do głowy. Jak widać, taka sytuacja nie jest cechą systemu politycznego, a jest cechą charakteru tych osób. Tacy gorliwi autokraci zawsze istnieli i istnieć będą. Można ich znaleźć w każdym systemie politycznym i w każdym miejscu na ziemi. Władza zmienia ludzi. Władza demoralizuje. A tego rodzaju ideologiczny fanatyzm jaki dziś demonstruje Łanczkowski i cała wierchuszka PiS-u jest gorszy od faszyzmu i komunizmu.


Ten wpis został opublikowany w kategorii Polityka i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s