Stanisław Michalkiewicz: własność to podstawowa kategoria ekonomiczna, prawna, ale i moralna

Komentarz: Inflacja jest nie tyle skutkiem tzw. mechanizmów rynkowych, (a w szczególności prawa podaży i popytu), ile ich rezultatem. Kiedy bank centralny drukuje pieniądze bez pokrycia i zalewa nimi rynek, na rynku powstaje nierównowaga – więcej pieniędzy niż towarów i usług. Powoduje to utratę wartości pieniądza. Działa to tak jakbyś dolał wody do zupy. To nie ceny rosną, lecz pieniądz traci wartość. Ale tak dzieje się tylko wtedy, gdy nie zmienia się ilość dostępnych towarów i usług. W dodatku monopolizacja likwiduje konkurencję i oparte na podaży-popycie mechanizmy rynkowe. A przecież tak nie musi być. Zwiększenie ilości pieniędzy mogłoby proporcjonalnie stworzyć nowe miejsca pracy, nowe towary i usługi – i wówczas byłaby zachowana równowaga rynkowa, a stopa życiowa ludności by się nie zmieniła. Tak jednak nie jest ponieważ celem takich operacji jest właśnie zubożenie ludności. Korzysta z tego kartel bankowo-rządowy.

Znakomicie opisuje tą sytuację G. Edward Griffin w książce i w swojej prelekcji zatytułowanej „The Creature From Jekyll Island”. Na YouTubie są dwie prelekcje Griffina na ten temat (jedna wcześniejsza w czasie, druga późniejsza, po latach), ale niestety tylko po angielsku. Naprawdę warte wysłuchania i zrozumienia. O wyższości kapitalizmu (w sensie ironicznym) mówi także dr Michael Parenti w prelekcji zatytułowanej „Terrorism Globalism and Conspiracy” – także na YouTubie i także po angielsku. Jest ważne, aby Polacy zrozumieli te tematy dogłębnie ponieważ obecne ideologiczne pranie mózgów przewyższa nawet to co się działo za komuny – i jest bardziej niebezpieczne bo jest inteligentniej podawane. Linki:
Griffin: – https://www.youtube.com/watch?v=lu_VqX6J93k
Parenti: – https://www.youtube.com/watch?v=_aJArigViMU
Więcej – wyszukaj na YouTubie: G Edward Griffin

O podatkach pan Michalkiewicz ma pojęcie teoretyczne. Chciałbym zobaczyć, jakie by miał na ten temat zdanie gdyby (nie daj Boże) pewnego dnia potrzebował np. poczwórnego bajpasu, a nie byłoby publicznej służby zdrowia i publicznych szpitali. Doświadczenia Zachodu, a zwłaszcza Stanów Zjednoczonych, pokazują, że jak się raz lekarzom da wolną rękę, ceny ich usług rosną tak wysoko, że znacznej części społeczeństwa na ich usługi nie stać. Wtedy wkraczają na rynek rozmaite kompanie ubezpieczenieowe, które w krótkim czasie zbijają wielkie majątki. Wszyscy się bogacą, tylko nie zwykli ludzie.

Przypuszczam, że Pan Michalkiewicz nie jest bogaty, inaczej nie prosiłby swoich czytelników i słuchaczy o pomoc w zakupie mieszkania, więc jest w takiej samej sytuacji jak ja. Gdyby nie podatki, byłbym już od stycznia tego roku trupem, bo na poczwórny bajpas w prywatnej klinice nie byłoby mnie stać. Nie mógłbym też bezpiecznie chodzić po ulicy, bo nie byłoby policji, nie byłoby dróg i mostów, energii elektrycznej, ani odśnieżania w zimie itd, itp. I nie byłoby naszej wspaniałej armii, z czego natychmiast by skorzystał „zimny czekista Putin”. Dodam, że od 35 lat żyję w Kanadzie, a od 2015 roku jestem na emeryturze. Przy rozliczaniu moich dochodów, co roku, oprócz progresywnego podatku dochodowego, płacę podatek ekstra na tzw. health care (służbę zdrowia) – i ten podatek też jest progresywny.

To czy zasadne są większe podatki dla ludzi bogatych, niż dla biednych pozostawiam sumieniu p. Michalkiewicza. Zwłaszcza, że nie byłoby aż tylu biednych gdyby nie było aż tylu bogatych. Kiedy jest tylko tyle do podziału, nie wszyscy mogą być bogaci, bo wtedy byłoby tak jak z tymi pieniędzmi drukowanymi przez banki bez pokrycia. Byłaby inflacja, choć nie byłoby biednych. A jak biedni wymrą, to bogaci przestaną być bogatymi. Wszystko jest względne, jak mawiał wielki i posągowy Albert Einstein.

Na zakończenie, jeszcze jedna uwaga. Michalkiewicz ma rację mówiąc: „Jeżeli rozszerza się sektor publiczny, to on się rozszerza kosztem sektora prywatnego.” To prawda, ale prawdą jest też sytuacja odwrotna: „Jeżeli rozszerza się sektor prywatny, to on się rozszerza kosztem sektora publicznego”, o czym mieliśmy się okazję przekonać podczas tzw. uwłaszczenia nomenklaturowego, czyli prywatyzacji naszego wspólnego majątku. Z pustej butelki i Salomon nie naleje. Takie czary mary …

Ten wpis został opublikowany w kategorii Ekonomia, Polityka. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.