Wolne sądy czy wolne żarty? „NIE MA SPRAWIEDLIWOŚCI”! Protesty pod Sejmem ws. sądów w RP! LIVE!

Wideo „gra”, tylko trzeba w nie kliknąć:

Komentarz:  Cała ta ustawka wokół sądów i praworządności wydaje się być trochę sztuczna. PiS i strona rządowa argumentują, że sądy, praktycznie, powinny znaleźć się pod kontrolą państwa, a w chwili obecnej – wedłuch nich – nie podlegają nikomu i niczemu. Nie można się zgodzić z kontrolą sądów przez państwo, ale nie można się również zgodzić z anarchią i całkowitym wyalienowaniem się sądów spod jakiejkolwiek kontroli. Stąd społeczny projekt, wysunięty przez Stanisława Michalkiewicza, aby sędziowie, mianowani przez prezydenta i inne władze państwowe, mogli być odwoływani przez wyborców podczas kampanii wyborczych. Podobne rozwiązanie istnieje w niektórych stanach USA, gdzie ma ono także swoje wady, ale jest lepsze od całkowitego przejęcia sądownictwa przez państwo.

Istotą tego konfliktu wydaje się koncept tzw. trójpodziału władzy, czyli niezależnie od siebie funkcjonujacej władzy ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej. Taki podział, niestety, w Polsce nie istnieje. Politycy wybrani do Sejmu RP, czyli do władzy ustawodawczej, często równocześnie pełnią funkcję ministrów w rządzie, czyli we władzy wykonawczej. To nie jest żaden podział, to jest oczywiste pogwałcenie zasady trójpodziału władzy – ale nikt przeciwko temu nie protestuje, nie krytykuje tego również Unia Europejska.

Dlaczego więc mamy taką walkę o sądy? Dlatego, że konflikt wokół sądów i praworządności jest potencjalnym uzasadnieniem dla interwencji Unii Europejskiej oraz potencjalnym narzędziem dla obalenia pro-amerykańskiego rządu PiS-u. Moim zdaniem właśnie o to chodzi. Nie ma to nic wspólnego z praworządnością, natomiast ma to wiele wspólnego z anarchią i Targowicą. I z byłymi służbami prl-owskim, które przeszły na garnuszek obcych państw i obcych służb.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Polityka, Praworządność. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.