
Autor: dr med. Wolfgang Wodarg. Zdjęcie z posiedzenia niemieckiej komisji ds. koronawirusa.
To zawsze ta sama sztuczka
Choroba jest powiększana przez medialną lupę i przedstawiana jako najstraszliwsze z prawdopodobnych zagrożeń. To lubią media. Dzięki takiemu ustaleniu agendy większość ludzi po raz pierwszy zdaje sobie sprawę, że rzekomo niebezpieczna choroba w ogóle istnieje. Kiedyś z epidemiami było inaczej. Reszty dzieła dokonują skorumpowani politycy i naukowcy. Jeśli strach jest wystarczająco duży, to rządy muszą oczywiście zareagować. Podczas dotychczasowych „pandemii” tylko finansowali szczepionki, kupowali, a także przyjmowali rolę reklamodawców szczepień. Teraz sami pomagają nawet zaaranżować strach przed „epidemią”. Jest też wystarczająco dużo ludzi w białych kitlach, zawsze chętnych do oddania się sprawie. Wszakże popularność i fundusze badawcze przyciągają. Czerwone lampki powinny zapalić się wśród lekarzy i pacjentów najpóźniej teraz, gdy kanclerz (Angela Merkel – przyp. tłum.) próbuje przeforsować po niedopuszczonych i nienadających się do diagnostyki testach PCR, jeszcze nie w pełni gotowe – genetyczne „masowe szczepienia”. Planuje to pod absurdalnym pozorem zagrożenia epidemiologicznego o zasięgu ogólnokrajowym i jakkolwiek na terenie całego kraju, ale z pominięciem lekarzy leczących pacjentów.





