Leszek Biegalski – życie po 13 grudnia 1981 (cz. 2 – Giżycko)

prof. Romuald Kukołowicz

prof. Romuald Kukołowicz

Po ogłoszeniu drugiej Ustawy o Amnestii, zaczęliśmy z prof. Kukołowiczem planować moje ujawnienie się. Ustawa amnestyjna wymagała, aby osoby ukrywające się zgłaszały się albo do wojewódzkich komend MO, albo do prokuratur wojewódzkich, gdzie miały być przesłuchane i wypuszczone do domu.  Ustawa też zapewniała, że osoby ujawniające się mają prawo powrotu do swoich poprzednich zakładów pracy, na poprzednio zajmowane stanowiska.

Przez Episkopat, prof. Kukołowicz („Roman”) dowiedział się, że prokurator wojewódzki w Augustowie miał wkrótce iść na urlop, a jego obowiązki miał pełnić jego zastępca, znany kościołowi jako cichy sympatyk „Solidarności”.

Ujawnienie się nastąpiło 10 sierpnia 1983 roku. „Roman”, wraz z kierowcą, odebrali mnie w Gdańsku i przewieźli do Prokuratury Wojewódzkiej z siedzibą w Augustowie.

RK-B

Prof. Romuald Kukołowicz („Roman”)

Niedaleko Augustowa zatrzymaliśmy się w lesie, gdzie czekała na nas ekipa amerykańskiej telewizji. Ten wywiad był zorganizowany przez „Romana”. Usiedliśmy pod drzewami, kamerzysta włączył kamerę, a dziennikarka rozpoczęła wywiad od pytania, „Gdyby istniała możliwość dostarczenia broni, czy byłby Pan w stanie zorganizować grupę, która stawiła by czynny opór władzom?” Zdecydowanie odmówiłem i stwierdziłem, że potrzebujemy działaczy żywych, a nie martwych. Już raz mieliśmy Obławę Augustowską w lipcu 1945 roku i ja do powtórzenia się tej historii ręki nie przyłożę. O dziwo, po mojej odpowiedzi kamerzysta wyłączył kamerę i mój wywiad się skończył.

Przesłuchanie w prokuraturze prowadził zastępca prokuratora wojewódzkiego, który zadawał mi pytania i zapisywał moje odpowiedzi na specjalnie w tym celu sporządzonym formularzu. Podczas przesłuchania prof. Kukołowicz siedział koło mnie jako „świadek” z ramienia Prymasa Polski. Na pytanie o tożsamość moich znajomych w Gdańsku, odpowiedziałem, że ich prawdziwych danych nie znam bo posługiwaliśmy się wszyscy pseudonimami. Na pytanie o adresy odpowiedziałem, że Gdańska dobrze nie znam i, że wszystkie ulice w Gdańsku wyglądają podobnie. Na pytanie, „Co stało się z samochodem regionu?”, odpowiedziałem, że zostawiłem go na ulicy we Wrzeszczu i że prawdopodobnie został skonfiskowany przez milicję, bo miał nalepki „Solidarności”.

Krzysztof Zadrąg

Krzysztof Zadrąg

Po przesłuchaniu, „Roman” odwiózł mnie do Suwałk i zostawił w mieszkaniu Krzysztofa Zadrąga, gdzie przenocowałem, aby natępnego dnia wrócić do Giżycka. Rano przyszli tam po mnie esbecy. Zabrali mnie do Komendy Wojewódzkiej MO, gdzie rozmawiał ze mną esbek, ppłk. Lech Zomerfeld. Stwierdził on, że w prokuraturze nie udzieliłem w pełni wszystkich odpowiedzi i w związku z tym zadał mi dodatkowe pytanie. Chodziło mu o tożsamość i adresy osób, które pomagały mi ukrywać się w Gdańsku. Odpowiedziałem, że Ustawa Amnestyjna wymaga ujawnienia się tylko raz, i że ja już ten „obowiązek” spełniłem w obecności przedstawiciela Prymasa Polski. Po tym wyjaśnieniu odmówiłem dalszej rozmowy oraz kawy, którą mnie próbował częstować. Na tym moje „zatrzymanie” się skończyło.

Z Suwałk pojechałem do Giżycka, ale żony nie zastałem, bo była z moim synem u moich rodziców. Następnego dnia dołączyłem do nich w Borach Tucholskich gdzie spędzali wakacje.

Do Giżycka wróciłem w końcu sierpnia. Pierwszego września udałem się do mojego „poprzedniego zakładu pracy” (Międzyszkolnego Ośrodka Sportów Wodnych i Zimowych w Giżycku), gdzie dowiedziałem się, że już tam nie pracuję. Zwolniono mnie z pracy 31 grudnia 1981 roku. Tę nowinę potwierdził mój pracodawca, Wydział Oświaty i Wychowania w Giżycku. Ponieważ było to niezgodne z przepisami Ustawy o Amnestii, zaskarżyłem pracodawcę w  miejscowym sądzie w Giżycku o bezprawne zwolnienie mnie z pracy. Na rozprawę poszły ze mną Halina Sarul i Bożena Mrozinkiewicz. Kiedy czekaliśmy w holu przed salą sądową, do budynku wkroczył płk. SB Kołodziejski. Wszedł do sali sądowej i po krótkiej rozmowie z sędziną opuścił budynek. Kilka minut po jego wyjściu rozpoczęła się moja rozprawa, którą przegrałem. Sędzina oświadczyła, że nie zostałem zwolniony z pracy z powodu ukrywania się, lecz dlatego, że nie zawiadomiłem pracodawcy we właściwym terminie o zmianie mojego adresu.

W czasie stanu wojennego, byłem przez organa ścigania  „w trybie nadzwyczajnym poszukiwany do internowania.” Oznacza to, że gdybym  zawiadomił mojego pracodawcę o zmianie miejsca zamieszkania, do pracy i tak bym nie mógł wrócić, bo byłbym natychmiast internowany.

Ponadto, mój pracodawca, przed dyscyplinarnym zwolnieniem mnie z pracy, ani razu nie podjąl próby skontaktowania się ze mną pod moim „starym” adresem, gdzie mieszkała moja żona. Decyzja o zwolnieniu mnie z pracy nie była więc spowodowana żadną praktyczną potrzebą ani żadnym negatywnym skutkiem dla pracodawcy.

Decyzja ta była także nielegalna, bo w oczywisty sposób łamała przepisy lipcowej Ustawy o Amnestii. Ta ustawa wyraźnie stwierdzała, że osoby ukrywające się podczas stanu wojennego, które skorzystały z „dobrodziejstw” amnestii, miały prawo powrotu do swojej poprzedniej pracy. Było oczywiste, że żadna z tych osób, podczas swojego ukrywania się, nie zawiadomiła swojego pracodawcy o zmianie miejsca zamieszkania. Od tego momentu nie byli by już „osobami ukrywającymi  się” i w związku z tym zagwarantowane przez akt amnestyjny prawo powrotu do pracy przestało by im przysługiwać. Uzasadnienie oddalenia mojego wniosku było więc absurdalne , wewnętrznie sprzeczne i nielogiczne. Była to decyzja polityczna, a nie prawna.

Od decyzji sądu giżyckiego odwołałem się do Okręgowego Sądu Pracy z siedzibą w Białymstoku. Odwołanie to napisał dla mnie giżycki sędzia Jurczyk, który wcześniej pomagał w działalności interwencyjno-prawnej Oddziału Miejskiego „S” w Giżycku. Tą rozprawę, która odbyła się 17 listopada 1983 roku, także przegrałem i od tej decyzji nie było już dalszego odwołania.

Od września 1983 roku do wyjazdu z Polski w marcu 1984 roku nie mogłem znaleźć w Giżycku i okolicach żadnej pracy. Składałem podania, które pozostawały bez odpowiedzi, a kilka spotkań z potencjalnymi pracodawcami zakończyło się fiaskiem. Podczas rozmowy kwalifikacyjnej na stanowisko pracownika fizycznego rozładowującego worki z cukrem na rampie w Zakładach Wytwórni Pieczywa Cukierniczego w Wilkasach, dyrektor wprost mi powiedział, że ma rodzinę i ma kilka lat do emerytury, więc nie może mnie zatrudnić. Pracę tą dostał były kryminalista, który dyrektorowi przedstawił list od naczelnika więzienia z prośbą o pomoc okazicielowi w rehabilitacji i zaadoptowaniu się do życia w społeczeństwie po odbyciu kary.

W tym czasie otrzymywałem 10 000 złotych miesięcznie od Kurii Biskupiej w Olsztynie. Sytuacja ta była dla mnie bardzo krępująca. Wiedziałem, że nie może trwać długo. Po kilku miesiącach bezskutecznego poszukiwania pracy, złożyłem podanie o wizę i emigrację do Kanady. Dziś wiem, że gdybym wtedy został przywrócony do pracy, nigdy nie pomyślałbym o wyjeździe z Polski. Ewidentnie, musiała istnieć „czarna lista”, która pokrzyżowała moje plany i moją dalszą karierę zawodową.

Po otrzymaniu tzw. promesy wizy z ambasady kanadyjskiej, złożyłem podanie o paszport. Decyzja o wydaniu mi paszportu została najpierw zatwierdzona, lecz po kilku dniach została wycofana. Waaadza oskarżyła mnie o kradzież samochodu Regionu Pojezierze na szkodę nowych związków zawodowych, które przejęły majątek „Solidarności”.

Mecenas Jan Olszewski

Mecenas Jan Olszewski

Prof. Kukołowicz zawiózł mnie w Warszawie do mieszkania mecenasa Jana Olszewskiego, który podjął się mojej obrony. Jednocześnie nuncjusz papieski, który w tym czasie negocjował z rządem warunki przyjazdu Papieża Jana Pawła II do Polski, przedstawił moją sprawę jako przykład łamania przez władze warunków ustawy amnestyjnej. W wyniku tej interwencji, wezwano mnie do Komendy Wojewódzkiej MO w Suwałkach, gdzie płk. Kołodziejski osobiście wręczył mi paszport. Waadza wolała żebym wyjechał z kraju, niż żebym powrócił do pracy. Przy tej okazji Kołodziejski szantażował mnie i groził, że SB „ma długie ręce i może mnie dosięgnąć nawet w Kanadzie”, gdybym za granicą zdecydował się na szkalowanie dobrego imienia Polski. Powiedziłam mu, że mojej Polski szkalować nie będę, a o jego Polskę nie sam się martwi.

Wraz z żoną Haliną i dziewięcioletnim synem Patrykiem, z Polski wylecieliśmy 28 marca 1984 roku. Po przenocowaniu w Londynie, do Toronto w Kanadzie dotarliśmy 29 marca – bez znajomości języka, bez rządowego sponsorstwa, (do którego się nie kwalifikowałem bo nie byłem w Polsce uwięziony ani internowany), bez kanadyjskiego wykształcenia i zawodu, z sześcioma walizkami i z 80-ma amerykańskimi dolarami, które na pożegnanie wręczyli nam rodzice.

—–

—–

Przyjaciel i mentor, ś.p. profesor Romuald Kukołowicz („Roman”)

kukolowicz

Romuald Kukołowicz (1921-2008)

Urodzony w Wilnie. Żołnierz Związku Wolnych Polaków, Służby Zwycięstwu Polski, Związku Walki Zbrojnej i Armii Krajowej. Dwukrotnie odznaczony Krzyżem Walecznych. Wojnę kończy w stopniu porucznika.

W 1945 r. przenosi się do Łodzi. Absolwent Uniwersytetu Łódzkiego, doktor ekonomii i socjologii Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, wieloletni wykładowca i pracownik naukowy KUL. Były członek Komitetu Badań Rejonów Uprzemysłowionych przy prezydium PAN.

Od 1949 r. współpracownik księdza kardynała Stefana Wyszyńskiego, Prymasa Polski. Od 1972 roku jego osobisty doradca ds. społecznych i gospodarczych. W sierpniu 1980 r. delegowany przez księdza prymasa do strajkujących robotników w Stoczni Gdańskiej, następnie jego osobisty delegat do przewodniczącego NSZZ „Solidarności” Lecha Wałęsy i Komisji Krajowej. Z ramienia Krajowej Komisji, doradca Regionu Pojezierze. W czerwcu 1981 r., podczas zjazdu mazowieckiej „Solidarności” wybrany do Zarządu Regionu Mazowsze oraz na delegata na I Zjazd Krajowy „Solidarność”.

W latach 1981-1984 doradca księdza prymasa Józefa Glempa. W okresie stanu wojennego współpracownik solidarnościowego podziemia, m.in. „Solidarności Walczącej”.
Przeciwnik rozmów „okrągłego stołu” i „grubej kreski”. Wiceminister pracy i polityki społecznej w rządzie Jana Olszewskiego, a następnie szef doradców ministra Jerzego Kropiwnickiego w Centralnym Urzędzie Planowania. W 1997 r. jeden z członków ścisłego zespołu organizacyjnego AWS. Po kilku tygodniach, protestując przeciw ustępstwom czynionym przez AWS na rzecz UW, wycofuje się z udziału w negocjacjach. W 2001 r. ukazuje się książka „W cieniu Prymasa Tysiąclecia. Z Romualdem Kukołowiczem rozmawia Piotr Bączek”.

W 1999 r. odznaczony przez ministra Kultury i Sztuki RP odznaką „Zasłużony Działacz Kultury”. W czerwcu 2007 r. odznaczony przez Prezydenta Lecha Kaczyńskiego za wybitne zasługi w działalności na rzecz przemian demokratycznych w Polsce, za osiągnięcia w podejmowanej z pożytkiem dla kraju pracy zawodowej i społecznej KRZYŻEM KOMANDORSKIM ORDERU ODRODZENIA POLSKI.

Po długiej chorobie, prof. Romuald Kukołowicz zmarł w Warszawie 25 kwietnia 2008 roku. Został pochowany na Powązkach w środę 30 kwietnia.

Pośmiertnie odznaczony Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski.

Inne źródło:

up4

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Nasze Losy, Wspomnienia i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s