Agnieszka Wołk-Łaniewska

Optyka NATO niepokojąco przypomina stary dowcip o oddziale Armii Ludowo-Wyzwoleńczej, który, niczym niesprowokowany, zaatakował radziecki traktor pokojowo orzący pola w pobliżu granicy ZSRR i ChRL. W odpowiedzi traktor wystrzelił serię rakiet i odleciał.
— Najważniejszą rzeczą, którą powinniśmy powtarzać, powinniśmy się tym chwalić i powinniśmy mówić cały czas o tym, jest to, że szczyt NATO w Warszawie był ogromnym sukcesem Polski — mówiła premier Szydło na pozycyjnym marszu triumfalnym, którzy rząd urządził sobie po weekendowej zgęstce natowskiej. — To jest ten wielki sukces, o którym Polska powinna dzisiaj mówić. Powinniśmy być dzisiaj wszyscy zjednoczeni w tym właśnie powtarzaniu: to jest sukces Polski…
Podobną opinię, choć w nieco bardziej zróżnicowanych słowach, wyraził prezydent Duda.
Kłopot w tym, że jeśli przejrzeć światowe media — okaże się, że porównywalnie bezkrytyczny entuzjazm zwerbalizował jeszcze jedynie prezydent Rumunii. Inni przywódcy wolnego świata — a także najpoważniejsze zachodnie media — raczej się nie wyrywają z pochwałami. I w istocie rzeczy trudno się dziwić.






